Z Hoppera

Autor: Królowa udała się do Baden - Baden, Gatunek: Poezja, Dodano: 17 września 2012, 20:03:02

 

Morning, z Hoppera

 

Jest zima, poznajemy po stłumionym świetle i zdjętej moskitierze.

Na ścianach niebieski, wyczuwalnie mokry poświt,

przyciemnia rude włosy tej kobiety - zamyślona, w kącikach ust sprzeciw,

w ramionach ślad porannej sztywności.

Nieruchoma, biała, stoi i patrzy przez okno na wstające miasto,

w rękach mnąc białą bluzkę.

Coś się zaraz zacznie.

Ktoś wysyła wiadomość a ona jest mną.

 

Powiedzmy, że to Londyn, w hotelu St. Georges.

Powiedzmy, że w napiętym jeszcze prześcieradle

odgniotły się nieznaczne ślady pustej nocy.

Świt, jest poranna nagość i czas zawieszony

między snem a decyzją, niewyraźne światło.

 

W obrazie nie ma czegoś, co właśnie się stało

gdzie indziej, nieuchronnie zmierzając do punktu

w którym ktoś z kimś się spotka albo się rozstanie.

 

Jest tasowanie elementów, jasna talia,

którą zaraz obejmie ciasno ciemny welwet,

za chwilę grzebień dotknie ramion,

te, w geście powtarzanym codziennie, uniosą się, opadną,

ktoś wsunie gazetę w drzwi.

Już napływają chmury, jutro zalśnią cynowe dachy Regent Street

a po wyjeździe jej wybuchnie miasto.

 

 

 

Stany południowe, wieczorem

 

 

Tym, co nadaje rzeczom ostateczny szlif,

są załamania światła na nagich ramionach obu kobiet.

Ta pierwsza siedzi pochylona nad zrolowanym w kłębek kotem,

który śpi na jej kolanach, spiętych satyną sukienki,

otula go jak embrion dłońmi, 

gładzi miękkim, po twarzy spływającym, rudym cieniem włosów.

 

Druga stoi, wpatrzona w ciemniejący ogród.

Światło jest niebieskawe, cały Hopper, jednak

to, co przenosi poza czas ruch pędzla,

nie mieści się w obrazie.

Jest milczenie sióstr i czyjaś nieobecność.

Coś, co się pamięta, i coś, czego nie będzie.

Zaciśnięcie ust.

 

W trawniku srebrne wyspy koniczyny,

na werandzie krzesła w piętrach, szyby we mgle,

nikt już nie mieszka, okna zamknięte.

 

Dwie, każda patrzy gdzie indziej.

Zaraz przyjdzie noc, zatrze ich jednakowe twarze;

ten sen się powtarza, drwi ze mnie.

 

 

 

Stany pozapalne

 

Kafeteria szpitalna, noc. Obie kobiety

do połowy w zalewie cienia. Ostre światło

nie rozjaśnia lecz zbiela. Metal, krzesła,

tu i tam, pojedynczo. Sfera przypuszczeń,

drgań nerwowych, dzwonków;

wstęp do angelologii.

 

Pierwsza nie może opanować rąk,

do ust podnosi i odpycha przestrzeń.

Druga głaszcze chrom krzeseł.

 

Ta która mówi, mówi bez znaczenia. Cukier?

chcesz z cukrem? jak możesz, tyle kostek.

Ta milcząca dobiera. W kącie chłopiec,

oparty o futerał gitary, drzemie.

Jest w scenie coś z ulicy, jak tramwaj.

 

Nikt nie wejdzie i nic się nie wyjaśni,

nie ma kierowcy, nie palą się kontrolne lampki.

Podkład szpitalny: światło, cień,

w którym ginie ruch warg - długi, zimowy.

Chłopak ma szczęście, śni; nogi wystukują rytm.

 

Ta druga słodzi i słodzi.

Komentarze (15)

  • Dawne fascynacje. Toszkę odkurzyłam :)

  • Solidna porcja dobrego pisania :)

  • Taki obfity ten deser, kończący mój wieczór pełen czytania. ale b. dobrze się czuję po tej porcji, hmmm... ambrozji:))

  • Wypada tylko potwierdzić. Przemawia, aż chce się do światła.

  • Bardzo dziękuję. Bo bałam się, czy porcja nie za solidna (udało mi się ocalić tylko kilka "hopperów" po likwidacji konta na jednym z portali i awarii pamięci komputera)

  • To jeden z moich ulubionych malarzy. Też często cos mu podkradnę.

  • Wiem, też się czuje u Ciebie. Doszłam do tego, ze go wymyślam (tutaj tylko "Morning" jest prawdziwy :)

  • Tak patrzę i sporo czasu mi minęło w 'tym miejscu', bardzo dobrze.

  • Specjalnie tu się zalogowałem, żeby powiedzieć, że to genialne DZIEŁA. Od dawna wiem, że potrafisz świetnie pisać i wydaje mi się, że już niczym mnie nie zaskoczysz. A wciąż zaskakujesz! :)

    • M G
    • 18 września 2012, 00:21:38

    poczułem/zobaczyłem zimę z pierwszych strof - wyciągam ku niej ręce. dalej nie bd czytał. boję się, że z nadmiaru piękna dzisiaj nie zasnę.

  • Ojej! Jesteście wspaniali!

    Łukaszu, niezmiernie mi miło, gdybym tak jeszcze potrafiła zaskoczyć samą siebie! :)

    MG, spokojnie, jestem pewna, ze zniósłbyś więcej. Ty o tym pięknie tak poważnie? Piękno kafeterii szpitalnej jest oczywiste, ileż go musiały się naodbijać chrom i szkło - takie obrazy znajdziesz na każdym dworcu, w każdej poczekalni, nieźle bywa też w parkach - mam nadzieję, że chodziło Ci o to, co poza opisem.

  • Trzy obrazy, i zarazem trzy niesamowite projekcje.Zdawałoby sie -ekfrazy z Hoppera- a jednak jest coś więcej. Wypbucha miasto...

    • M G
    • 18 września 2012, 09:40:43

    poza opisem, poza opisem chodziło o emocje jakie obudziła pierwsza strofa! dlatego nie mogłem czytać dalej, nie wczoraj. chodziło też tą zimę co w pustostanie i jej nieuchronność. uderzyło mnie to, że ona nadejdzie i wyobraziłem sobie w jakiej, mojej ukochanej, matczynej postaci (kiedy będę siedział w pokoju, sączył kawę co z rana, a za oknem będzie padał śnieg; a po szybie krople, krople, krople - taki dualizm) i zatraciłem się w tym obrazie.

    nawet taki trochę 'teatralny'.

    dzisiaj z rana, kiedy mnie już nic nie 'uderzy', przeczytany. bravo!

  • za oknem śnieg, a po szybie krople, krople - jakże mi miło, że maczałam palce w tym zatraceniu :) dzieki, MG, pokłócimy się następonym razem, bo ani chybi przez ucho pełne miodu zabrzmię Staffem ;-)

    • M G
    • 18 września 2012, 20:30:23

    :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się