Szalona Małgorzata*

Autor: Królowa udała się do Baden - Baden, Gatunek: Poezja, Dodano: 23 stycznia 2013, 17:49:52

 

 

W szaleństwie tej kobiety sznur i nóż i blask;

 

orszak zmierza w zatratę, tak twierdzą uczeni –

ja widzę: prosto w szkarłat.

Wariatka, wśród cieni i pomniejszych demonów.

Mówią: „Istny rozbój, przed wrotami piekła“.

 

Strój szkocki, półpancerzyk, mieczyk, mieszki, kolczyk,

koszyki, worki w rękach rozbuchanych chłopek.

 

Łódź, niegdyś niebieska, pełna dóbr, pod złotem 

                      r o z r z u t n o ś ć ;

człowiek, przed naporem kobiet broni się łyżką.

 

Dokąd idą pomylone, dokąd w krajobrazie ruin i zgliszcz,

gdzie są ich dzieci, ich mężczyźni, psy, świnie; co tkwi

poza obrazem, i co jeszcze zginie na tym statku szaleńców?

Co stało się w bitwie,

 

której jest głównym pociągnięciem, co zostało na tyłach? 

Z jakiej większej pożogi ruszyła,

z ocaloną patelnią i mężowskim mieczem?

 

Czego pragnie tłuszcza?

 

Nikt nie zrozumiał, wszystko się przypuszcza

i dozwala. W detalach schwytana, dostrzegam w pysku suma:

                            n o g ę,

 

chudą, samotną, czyjąś. Jak ogon rzuconą

na pożarcie demonom i smokom. Bezgłowe

ptaki dopełniają nieba.

 

Mdli od nadmiaru szczegółów, ta bitwa nie ma końca.

 

Zamykam obraz; otwiera się strona:

Dwie Małpy, piękne w swojej bezbronności

i prostocie, przykute do widoku w oknie

na płynące i wolne okręty.

 

Zamykam stronę,

ruszam dalej, płonę.

 

 

 

* Pieter Breugel Starszy

Komentarze (65)

  • wiersz jest ekfrazą, więc wywijanie scyzorykiem komentatorskim niezbyt trafione - tyle w kwestii miecza.
    Podobnie nie odpowiadam za skojarzenia ze znanym szlagierem; rytm wiersza jest daleki do piosenki Rodowicz, a na to, że na dżwięk imienia otwiera Ci się akurat ta klapka w mózgu, nic nie moge poradzić. Każdy ma swoje skojarzenia, ze swojego świata.
    Czytaj, co napisane, albo konfabuluj we własnych utworach. U mnie - nie tym razem, komentarz ad kosz!

    • /// ///
    • 23 stycznia 2013, 18:48:38

    To jest solidnie napisany, "ładny" tekst, który zupełnie mnie nie rusza - chyba przez tę późno przełamaną trzecią osobę i narzuconą podniosłość (ja wiem, że to Breugel, ale mimo wszystko...).

    Fragment oparty na pytaniach retorycznych - "Dokąd (...) tłuszcza?" - jest piętą achillesową tekstu. Stawiane pytania są zbyt oczywiste, mało zaskakujące, przez co przebrnięcie przez tę część staje się nużące.

    Moim zdaniem przesadzasz z tym "ogwiazdkowywaniem". W tym wypadku to oczywiste, że tekst nawiązuje do obrazu. Kto zna, z miejsca powiąże tytuł z dziełem; kto nie zna - z łatwością wygoogluje i dowie się czegoś więcej. Jeśli adresujesz tekst do czytelnika inteligentnego (a zakładam, że tak jest), prowadząc go za rączkę odbierasz mu pewien poziom przyjemności obcowania z tekstem.

  • Małgorzata Köhler

    skoro wrzucasz tekst z mozliwością komentowania ,
    dlaczego nie liczysz się z tym ,że komuś ten bzdet
    może się po prostu nie podobać i obrażasz mnie jako
    czytelnika pisząć :

    "komentarz ad kosz"

    sądzisz ,że jesteś perfekcyjna i zawsze masz rację ?
    a może uważasz ,że jesteś Bogiem ???

    lekceważysz czytelnika a to się zemści pensjonarska połetko

  • Mniej cukru, tytuł muszę ogwiazdkować, bo nie należy do mnie, a do Breugla. To, że obraz jest powszechnie znany, nie oznacza, że zna go każdy. Jeden z przypadkowo nieświadomych czytających nie miałby szans wygooglować bez gwiazdki.

    Retoryczne pytania zmierzają koncekwentnie w stronę odpowiedzi. Wolę pytania niż oznajmienia, ale rozumiem, że mogą Cię drażnić.

  • parabolic k, komentazr ad kosz = dla mnie bezwartościowy, bo nie wnosi niczego, poza prezentacją skojarzeń, nie mających z treścią wiersza niczego wspólnego.

    Odpowiedż na pytanie "a może uważasz,że jesteś Bogiem ???" brzmi: nie.

    Coś jeszcze - ale na temat? Bo te zapowiedzi zemsty nudzą mnie już bezgranicznie - <ziew>

  • Twój "tekst chybiony" mnie co njwyżej śmieszy, chamstwo w komentarzu pokazuje twój własny zapaszek. Niczego nowego nie potrafisz wymyślić od długiego czasu, nudzisz i nudzisz. A pójdziesz stąd, nieudolny egzemplarzu!

  • Zgadzam się z Małgorzatą ad. tytułu. W ogóle, tekst pisany pod obraz to kolejna moja guilty pleasure (nie mam pojęcia jak to określić po polsku- chyba się nie da).

  • a mnie śmieszy twój <ziew> podłapałaś od Dehnela ,ale
    niestety dzielą cię od niego lata świetlne , sama nie
    potrafisz wymyśleć nic innego ? podobno myślenie nie boli,
    masz z tym problem ???

  • Marta, jesteś w stanie może wskazać cechy grafo? Tak tylko pytam, nie musisz, jak nie potrafisz :D

  • Nina, "grzeszną", w wypadku tego idiomu ;-)

  • Ty Skowron, w zasadzie już nie jestem ciekawa, co masz do powiedzenia. Wszystko jasne.

  • Internetowa szlachetność i klasa, sznurek z pętelką powinien wisieć, tam na boku

  • Szalenie podoba mi się otwarcie wiersza, rymy wewnętrzne, które dostrzegłam w jednej z części, ogólnie żywa i powiedziałabym zdynamizowana forma wiersza, a oprócz tego muszę powiedzieć, że miałam z czytania dużą frajdę, ponieważ praktycznie od pierwszej części wiersza zaczęło mi świtać 'Breugel"? A na samym końcu znajdując potwierdzenie, rada byłam niezmiernie, że taki ze mnie bystrzak ;). To zasługa świetnego pióra autorki. Dodam, że nie znałam tego obrazu wcześniej :)

    Ps. Trolle do domu :(

  • Zapewniam Cię, istoto ze strony chaosu, że Twoje chamstwo jest odrzucające dla przeciętnego człowieka. :(

  • Bronku, są ludzie, którzy traktują "okienka" śmiertelnie poważnie. Ja do nich na szczęście nie należę, niech się wiesza sam kto chce i gdzie :DD

    Rosa :)
    Powstał że zmysłu zabawy, po pewnej dyskusji o nim, ale mnie niespodziewanie wciągnął. Cieszę się, że nie tylko ja miałam z niego przyjemność. Dzięki za sygnał!

  • Roso, poza tym częściowo mnie również zainspirowałaś, naszą wymianą zdania o płci, pod innym wierszem. Kto wie, czy Breugel nie namalował wizji "kobiet wyzwolonych"? Zdania są bardzo podzielone, tak naprawdę nikt tego obrazu do końca nie rozumie :)
    (Chociaż oczywiście byłby to ledwie jeden z aspektów tej rozmowy.)

    Zresztą to tylko jedno z moich podejrzeń co do Dulle Griet :)

  • Przyznam, że nigdy nie zastanawiałam się głębiej nad malarstwem tego autora, wolę w malarstwie nieco inne nurty, bardziej skłaniam się ku malarstwu nowoczesnemu, do którego zaliczam bogactwo ekspresjonizmu, choć nie umiem wyjaśnić dlaczego, w tamtych obrazach jest duch w wersji pierwotniejszej, niż wystudiowane do szczegółu dzieła klasyków (zwłaszcza realistów)

  • Mam tak samo z flamandzkim prymitywizmem. To przypadek, że zajęłam się tym obrazem, wynik pewnego żartu - ale nie żałuję.

    • . .
    • 23 stycznia 2013, 22:15:53

    Ciekawy wiersz - duże morze skojarzeń (niestety za dużo zobowiązań na dzisaj, żeby się w tym zanurzyć :G

    Czy jesteś pewna Małgo, że chcesz mieć rym blask-szkarłat?
    Czy jesteś pewna, że ma nie być przecinka przed drugim i w pierwszym wersie?

    @Pani Marta Skowron: "WIELCY ludzie rozmawiają o ideach. Zwyczajni ludzie rozmawiają o rzeczach. Mali ludzie rozmawiają o innych ludziach." W Pani komentarzach nie zauważyłem odwołania do spraw, o których mówi ten wiersz; nie zauważyłem odwołania do idei, których dotyka. Zauważyłem natomiast mnóstwo odwołań do osób, które się tutaj pojawiają w różnych rolach.

  • To dobrze, że zaistniał ten wiersz. Otworzył w moim umyśle nawet nie nowe drzwi, ale całą bramę. Chyba pójdę na zatracenie, bo w moim umyśle jest szeroki gościniec, ale prawdę mówiąc ogromnie mnie to cieszy. To taka sytuacja, w której wczoraj znaczy "wątpię", a dzisiaj rozumie się jako "nie wyrobię się do emerytury" :)
    Dzięki :)

  • Trolle do domu :(

  • Dziękuję, Alx :) Tak, jestem tego wszystkiego pewna. W pierwszym chciałam bez interpunkcji, dla rytmu frazy, tylko średnik po wersie. Z pełną świadomością "błędu". I rymów, chociaż szkarłat - blask to akurat nie rym :)

    O, to jak mam tak ciągle, Roso :DD
    Dziękuję!

    • . .
    • 23 stycznia 2013, 23:01:26

    Z pełną świadomością o-błędu ;) Jak szkarłat-blask to nie rym, to co to jest?

  • :D no wiesz, Alx!


    do "szkarłat" + kropka rymem jest "wariat(ka)"
    Czytając, uzwgędniasz każdą pauzę, mam taką nadzieję, tak?

    Mamy to pierwsze zdanie wprowadzające. Długa pauza. Od tej pory tempo, mimo wydłuznia frazy, przyspiesza, dzięki szybko nastepującym po sobie rymom a więc:
    szkarłat . wariat ka, uczeni - wśród cieni, demonów - rozbój itd. "blask" nie może stanowić rymu ze "szkarłatem", bo rytm wywala oba słowa poza zależność melodyczną, mijają się.
    Tak to rozumiem, czy też może raczej czuję.

  • Twój geniusz gnieździ się na polu chwalby skrzydlastej!

  • Kurwa (przepraszam), czy to zjebane (znów przepraszam) trollostwo nie może sobie przeszczepić mózgów??? Żałosne są te komentarze. Ja napiszę donos na to intelektualne badziewie. Przepraszam za komentarz niemający nic wspólnego z tekstem.

  • Już napisałem donosik.

  • przy ekrfrazach - mam zawsze problem, bo nie widzę sensu opisu "exactly" - a tutaj trochę sie ociera o tę dosłowność. Generalnie - jednak mam szacunek za podjęcie się - bo obraz wybitnie trudny do interpretowania.

    • . .
    • 24 stycznia 2013, 10:46:52

    Małgo: piszesz o normalnym czytaniu i ja się zgodzę, że w zasadzie "blask-szkarłat" czy nawet wcześniejszy zbieg brzmieniowy "blask-orszak" mogą przejść niezauważalnie. Natomiast nie ma na to gwarancji. Zapewne nie będzie tego wrażenia w czytaniu głośnym, bo przy takim czytaniu nawet tradycyjny rym żeński na końcach wersów może ulegać zatarciu i grać jako swego rodzaju ciekawe i nierozpoznawalne tło nastrojowe. Jednak umieszczenie szkarłatu na końcu wersu i przed kropką decyduje o pewnym uwypukleniu tego wyrazu i wtedy może pojawić się sprzęgnięcie z "blaskiem" - jeśli ten będzie jeszcze wystarczająco wyraziście brzmieć w pamięci. To nie musi zawsze zajść, ale gdy wiersz czyta się szybko i jest się stosunkowo wypoczętym, to szansa na pojawienie się tego sprzęgnięcia będzie rosła prawie do pewności (tak miałem przy pierwszym czytaniu tego wiersza wczoraj około 17:00). Z kolei, gdy jest się mniej wypoczętym i czyta się powoli raczej ten efekt będzie niezauważalny (tak miałem wczoraj wieczorem).

    Dodam jeszcze, że mnie bardzo fascynują takie układy tekstowe, które raz ukazują jeden rodzaj brzmienia, a kiedy indziej inny. Wtedy z wiersza robi się taki kameleon, nabiera swojego innego życia. Oczywiście takie sytuacje mogą być błędem, bo mogą być sprzeczne z ideą wiersza. Tutaj akurat te rymy wprowadzają pewien smak dysonansu czy pokraczności, które dobrze współgrają z samym obrazem, więc moim zdaniem są ciekawym uzupełnieniem. Natomiast interesuje mnie, czy ten aspekt jest zgodny z Twoim patrzeniem na ten wiersz i obraz Holendra. Może też stoi za tym jakiś ciekawy związek, który chciałabyś naświetlić.

  • Krzysztof, dzięki za reakcję, która jest dowodem życia :)
    (chociaż troll w zaawansowanym stadium jest prawie niezniszczalny, rozmnaża się w przerzutach, a wycinka daje co najwyżej chwilowy efekt kosmetyczny :))


    Grzesiu, jest niezliczona ilość interpretacji, m.in. dlatego mnie wciągnęło, że badacze nie są zgodni.
    Gdzie "ociera się o dosłowność"? Bo wydawało mi się, że wręcz niebezpiecznie odchodzę od obrazu?

  • wiesz - mnie zawsze fascynują "wątki poboczne" a Ty, tutaj na wstępie skupiłaś się na centralnym fragmencie - pewnie i prawidłowo - tyle, że artyści mają to do siebie, iż przesłanie, myśl, idę przemycają gdzieś w mało rzucających się w oczy detalach - i tutaj właśnie upatruję sens ekfraz - widz, przygląda się przee wszytskim głównemu wątkowi - pomijając wspomniane "mniej widoczne" szczegóły. To, że interpretujesz na własny sposób i dzięki własnej wyobraźni główny motyw obrazu - jest ok - i jest ciekawe i ujmujące - tyle, że wyjaśniasz tym kolejną interpretację "wiadomego" - a co z np ( moim) zdaniem - symbolicznym dzwonem przywiązanym do masztu okręty a zaczepinym o drzewo - czy wiesz np - dlaczego tak robiono "zabezpieczano się" i co miał na myśli artysta - wykorzystania tego procederu uważanego w średniowieczu za potrzebny rytuał ale i tez zabobon ?

  • wykorzystując ten proceder uważany w średniowieczu*

  • Och, Alx, nie wiem, czy nie dałeś mi zadania ponad moją zdolność :)

    Miejsce do porozumienia jest cienkie: strużka dżwięku, nic poza tym, bo Ty w i e s z, a ja l u b i ę. To trudna rozmowa.
    Lubię rymy, przepadam za nimi - ale mniej te oczywiste, solidnie ułożone na końcu wersów; wolę takie, na które natykam się w tekście jak na delkatną nutę, bardziej zapach, prawie ulotne a jednak. Bonusy, niespodzianki.

    Moim zdaniem blask - orszak takim rymem (na szczęście) nie jest. Oprócz 2 liter a & k nie mają te 2 słowa ze sobą nic wspólnego, brzmią inaczej, akcent w orszaku jest na "o", w blasku na "a"; stanowiłyby może niezbyt zgraną parę rymiczną, gdyby wystąpiły w następującej formie:
    "to blask - orszak "

    Są za to w tekście inne, schowane ale zdecydowanie grające rymy jak: "szkocki - kolczyk", dalej: "zgliszcz - "tkwi", lub na dokładkę, zaraz obok, z czego jestem dumna: "ruin i zgliszcz" - mężczyzni, psy", dalej: "nogę - bezgłowe", "rzuconą - demonom" itd. Część to asonanse, nie rymy, tak mówi pismo :)
    Nie zastanawiam się nad nimi. Piszę, słysząc. Odruchowo tylko wyrzucam gramatyczne, bo nie znoszę. Piszę "głosno" i "głośno" czytam (mikrofon wyłaczony, głos w głowie). Wiersze to zapis słów, słowo powstało z dźwięku. Jakże więc inaczej pisać i czytać?

    Niezmiernie ważny jest zapis. Żeby wiersz był "dobrze przeczytany", zapis musi być doskonałą wypadkową ważności dźwięku i myśli, mocnym środkiem wiążąco - dzielącym jest oddech. W tym wierszu jest jeden błąd (czy też nie błąd, a słabszy punkt) zapisu: po "zgliszczach" powinno być jeszcze "gdzie są", w tym samym wersie, ale musiałam pójść tutaj na kompromis, mając na względzie jeszcze wizualną estetykę.
    Jeśli będziesz czytał moje wiersze tak, jak je pisałam (na zmęczonym luzie, w tempie powstawania fraz w głowie, ale płynnym ciągiem, z pauzami na nową myśl czy przejście do innego aspektu) - czyli, jak czytałeś po raz drugi, cyt. "mniej wypoczętym i czyta się powoli", co zresztą jest jedynym sensownym podejściem do wiersza, bo szybkie, energiczne przelecenie utrudnia percepcję poezji - nie powinieneś mieć problemu zharmonizowania swojego odbioru z tym, co faktycznie zostało napisane. Powiesz mi może, że "widzisz" rym na koncu wersów i kropka. Nic nie mogę Ci na to odpowiedzieć, poza tym, że ten rym nie istnieje, bo rymy sluchac, a nie widać.

    Teraz co do rodzaju dźwięków. Faktycznie, momentami jest twardo, nieprzyjemnie, niech będzie pokracznie. Są miejsca, gdzie celowo "napstrzyłam" w tekście. Taki jest przedmiot, który opisuję: chaos, brzydota do bólu, a jednak coś w tym pięknego, metafizycznego, czy nawet bardzo ludzkiego, ukrywa się poza rozzłoszczonymi czy opętanymi maskami.

    Pisząc o miłości można próbować przwoływać dźwięki miękkie, śpiewne, przeciągłe, te "oł, auu, l, aa" itd., których np. angielski ma pełno (w razie potrzeby w synonimach dla każdego dowolnego słowa) a polski ma ich niestety zdecydowanie mniej, na korzyść zgrzytów i szczęków, z utratą love dla słów. Pisząc jednak o obrazie Breugla, oślepiona ilością detali i ogłuszona kakofonią sensów, odruchowo piszę bardziej twardo, zgrzytliwie. To nie są rzeczy, których jestem świadoma, siedząc nad wierszem. Nie robię "czegoś po coś", robię tak, jak czuję.

    Więc co Ci mam powiedzieć, Alx, gdy daleko mi do teorii, gdy tyle razy podkreślałam pod "obcymi" wierszami, że to jedynie moje czucie, a nie "szkiełko i oko"? Zachęcona przez Ciebie, zastanowiłam się nad swoim pisaniem; ale, pewnie z mojej "winy", nie jestem ani trochę dalej, niż byłam przedtem, i pewnie się już nie zmienię :)

  • Grzesiu, jeśli tylko w dostrzeżeniu pobocznych szczegółów widziałoby się sens ekfraz, to wiersze byłyby zdecydowanie zbędne, wystarczy więcej badaczy.

    Oczywiście przecztałam sobie co najmniej kilka interpretacji "Dulle Griet", choćby z ciekawości. Już nawet notki w polskiej i niemieckiej wikipedii róznią się znacznie; a badaczy było wielu i nieskończenie wiele teorii na temat wymowy, i interpretacji nawet każdego detalu. Podobnie jak powstało wiele anegdot, przysłów, nieraz ze sobą sprzecznych, a sama Griet została nawet patronką (nazywano działa jej imieniem, np. Mad Megg)

    Wiersz jest nie o tym, co "Breugel chciał powiedzieć", ale o tym, jak ja odbieram (lub snuję luźne skojarzenia) obraz, oba obrazy, bo "Dwie Małpy"(również zupełnie z pominięciem np. ich kontekstu politycznego) są tutaj też nie bez znaczenia.


    Pamiętasz jak pisałam swoje "hoppery"? Podobały Ci się przeważnie, a pisane były przecież nie do tego, co w obrazie było, ale do tego, czego tam nie ma. Pobawiłam się nawet i napisałam kilka "fałszywych Hopperów", nikt nie zauwaźył, a niektórzy pytali nawet, który to obraz.
    Tylko w tym widzę sens pisania ekfrazy: w znajdowaniu poza obrazem, we wnetrzu piszącego; jakby ekfraza była komentarzem po wchłonięciu dzieła, wynikającym tylko z tego, który ogląda. Jak nasze komenty do wierszy.

  • właśnie o tym mówiłem/pisałem - czyli o tym samym a inaczej :) - aha - i moje poprzednie komenty nie miały być czepialstwem - jeśli takie były - to sorry - mi pop prostu brakuje tych "pobocznych wątków" - ale jak wspomniałem - szacunek jest. :) - s co do Twoich Hoppera - podobały się własnie dlatego - że pisałaś to co poza obrazem a nie "w" - a pamiętasz może to ?

    "kształt wypełnia obrót, szuka, czego się nie da,
    tego, co niewidoczne - dłoń, trapez, sztalugi."

  • co do twoich Hopperów*

  • no ale, Grzesiu, to, co Tobie się wydaje, że napisałam "z" obrazu, jest - jak się przyjrzysz - "poza" nim.

    W partii "czystego opisu", zdawołoby się na pierwszy rzut oka, są dodane lub zmienione detale.
    Wiedźma nie leci "w szkarłat" u Breugla, od tego trzeba zacząć. Ciągnie dokądś w lewą stronę, poza obraz. Gorejące niebo, albo i, jak twierzą badacze, piekło, jest w oryginale lekko w prawo na horyzoncie, Griet mija piekło. Powstało przysłowie o rabunku na przedpiekle. Moim zdaniem nie całkiem słuszne, podobnie jak nie jest dla mnie wcale jasne, czy to zbójecki rozbój, czy bitwa innego rodzaju.
    Jej twarz nie ma blasku, blask dodałam, jak w fotoszopie dodaje się światło. Od tej pory staje się inaczej doswietloną figurą. Pierwszy wers z rozbiegu brzmiał "W szaleństwie tej kobiety miecz i nóż i śmierć". To była reakcja na świeżo przeczytany opis; zirytowało mnie to, i odstąpiłam od zamiaru pisania wg. tego, co wiemy.
    Dalej szczególiki, zmiana olbrzyma rozdającego łyżką złoto na człowieka, broniącego się łyżką przed kobietami, itd. To bardziej polemika z obrazem, niż opis.
    Nabardziej realna, przypisana do obrazu jest n o g a. To ludzka noga, skazana na pożarcie. Tutaj winna byłam Breuglowi wzruszenie.

    Zapytałam Cię: "Gdzie "ociera się o dosłowność"? Bo wydawało mi się, że wręcz niebezpiecznie odchodzę od obrazu?" i zrobiłeś unik :)

  • a nie - niew unikałem - już podaje ( choć wiem, że poniższy opis nie jest idalnym odzwierciedleniem - ale jednak - jak wspomniałem - ociera się "o dosłowność":

    "Strój szkocki, półpancerzyk, mieczyk, mieszki, kolczyk,
    koszyki, worki w rękach rozbuchanych chłopek."

  • A cały wiersz? Potężna, niszcząca siła, uwolniona przez ciągnące dokądś kobiety, contra przykucie i nieuświadmione nieszczęście, czyli jednak harmonia, spokojnych małp w oknie muru. Bez wartościowania. Mam przynajmniej taką nadzieję.

  • taka typowa opsówka z tego wynikła - i to w dodatku pierwszoplanowego aspektu - który sam narzuca się i bez ekfrazowania - chociaż podobają mi się rozbuchane chłopki - bo nie mieszczanki - chociaż mogłoby to sugerować - w "rozbuchanej chłopce" jest siła - jest sprzeczność i to widzi mi się najbardziej - choć ten dwuwers psuje mi całość tekstu - tą właśnie - ocierająca sie o dosłowność cześcią, tym właśnie dystychem - w dodatku bardzo wyodrębnionym enterami w z całego tekstu - jak w obrazie.

  • Kolczyka na obrazie nie ma w ogóle, strój Griet zaś uważany jednak obecnie za lumpowski, (tylko omyłkowo interpretowany był przez jakiś czas jako szkocki). Kolczyk i szkocka spódniczka, wiadomo, kojarzy się z punkami. Już w tym jest zamierzona, wybrana troskliwie, niezgodność.

  • Więc jednak zarzut niesłuszny, Grześ :)

  • ale to nie był zarzut - cały tekst bardzo mi się podoba. Lubię też Twoją "alergię" do małp - lubię jak poazujesz mi drogę bez wyjścia - że wcale nią nie jest - jak w "niebieskim niegdysiejszym kolorze statku" - tylko ten dystych mnie wkur... :) - bo się narzuca dosownością - choć potrafisz udowodnić ze tak nie jest - jednak mi psuje odbiór - przepraszam - mówię co myślę Małgo.

  • Na marginesie:
    moim marzeniem jest, żeby ten wiersz był czytany tak, jak zrelacjonowała swój odbiór Rosa: bez porównywania z obrazem, jedynie skojarzenie z Breuglem, wchlonięcie m o j e g o opisu, i dopuszczenie w r a ż e n i a bez porównywania detali, czy zastanawiania się nas "sensem pisania ekfraz".

    Można oczywiście kwestionować sens pisania np. o wojnie czy milości, skoro już tyle zostało napisane, albo o osobistych doświadczeniach peele, skoro to nikogo nie obchodzi. Można zakwestionować sens napisania wierszo - komentarza do nagrody Pulitzera za zdjęcie, tym bardziej, że ktoś zrobił już lepszy wiersz. Nie ma tematu zresztą, na który nie dałoby się przyciągnąć czegoś z Herberta czy Szymborskiej. Zakwestionować sens napisania prawie każdego wiersza.
    I co z tego? Luszie nadal będą pisać, a jedyną miarą, jaką wolno nam przykładać do wierszy, jest miara własnego wzruszenia - lub obojętności.

  • * poza oczywiście miarą błędów technicznych, o ile występują :)

  • "łódź, niegdyś niebieska" to zagranie do idiomu o "błękitnej łodzi", symbolu rozrzutnosci. Oraz, bo łódź dżwiha na sobie człowiek, a więc i do nieba. Oraz do niebieskiej boskosci, która, być może pod pod ciężarem złota (choć jakaś kula próbuje ją zatopić, ale to dla mnie wątek boczny, nie mogłam zajmować się wszystkim) przemienia się w ludzką przypadłość i grozi zapadnięciem się, zatopieniem. Więc nie bez powodu jest u mnie ta łódź niebieska (oddając też historykom, co historycne), w obrazie, w rzeczywistości zatopionym w brązach, czerwieniach i złocie.

  • to właśnie miałem na mysli - niebieski łódź - jako cel drogi która jest bez wyjścia :)

  • niebieska*

  • Musze dodać, bo aż się rozesmiałam: piszesz, Grześ, o mojej "alergii" na Małpy - nic bardziej mylnego! Prywatnie lubię tylko ten, jeden jedyny obraz Breugla. Reszta odpycha mnie i przeraża, nie tylko z estetycznych względów, chociaż oczywiście też nieco fascynuje :)

  • wspominając o małpie - nie miałem na myśli tylko tej ekfrazy - często powtarzasz o "młpim rozumie" - co oczywiście nie ma nic wspólnego z sympatycznymi zwierzakami. :)

  • Odp. na to ostatnie pytanie: "jako cel drogi, która jest bez wyjścia?", nie, no skąd, mam nadzieje, że nie produkuję tutaj listy gotowych rozwiązań :)
    Widzę tylko: przez obraz przeciąga potężna, pędzona niezrozumiałą namiętnością (niech będzie, że chciwością) destrukcyjna siła. Fascynujące jest dociekać, skąd się bierze i dokąd gna, ale byłabym najdalsza od radzenia czegokolwiek niszczycielskim siłom :)

  • Często? nie do wiary, muszę się kontrolować :) biedne zwierzaki.

    • . .
    • 24 stycznia 2013, 14:13:42

    Małgo: a spójrz na ten fragment "Wiersza o chlebowym stole":

    Przy tem mnogiego ruszają:
    Kogo podle siebie ma,
    Tego z rzeczą nagaba,
    Nie chce dobrej mowy dbać,
    Ni je da drugiemu słuchać.

  • Alx :)

    siebie ma - mowy dbać - ni je da
    nie chce dobrej - kogo podlej
    Przy tem mno(giego)- ma,Tego

    Tyle znalazłam :) ale na pewno nie np. "ma" i "nagaba"

    • Szel _
    • 27 stycznia 2013, 02:27:04

    troluj troluj

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się