Sceny intymne: whisky

Autor: Królowa udała się do Baden - Baden, Gatunek: Poezja, Dodano: 02 czerwca 2011, 16:33:20

Ernest Shackleton to Robert Falcon Scott:

 

McKinlay  zapewnia, że nie traci mocy

nawet i po stu latach; nie ma nic lepszego

dla podtrzymania życia. Zabija głód

skutecznie i każde uczucie przykre albo zbędne,

dając ci w zamian siłę dżina. Weź ją!

 

Weźmy ją, Robercie!

A jeśli nie wrócimy z tej wyprawy (żywcem),

będzie pewną pociechą, że w stulecie później,

ktoś znajdzie ją, nietkniętą w lodach, antarktyczną,

i wzniesie toast za nas – za szaleńców.

 

Jest jak miłość: zamiast. Zżera i podsyca.

Pamiętasz ten strach, że braknie paliwa,

w nas, w psach, a biegun

wyśniona w obłędzie? utopia?

 

Weź ją, daj nam

przeklęte, białe prześcieradło świata

przemierzyć z energią drwala,

całą zimę rżnącego drzewo, tak niezmordowanie

jakby chodziło mu o własną duszę

–     chociaż to tylko spirit,

Flaschengeist.

 

*

 

Weź whisky, kochanie - nie masz wyboru,

jeżeli nie chcesz kwaśnych win,

tu, an der Tanke, w połowie nocy.

I chodźmy już, bo zimno; mży a jest polarnie,

i coraz dalej od nas.

Komentarze (23)

  • Poruszył mnie. Ma w sobie nastrój, szczerość... PS. a może jednak bez tego zdania wprowadzającego? "Ernest Shackleton to Robert Falcon Scott:" Ono jakoś za mocno mi dookreśla ten tekst.


  • Piotrze, zastanawiałam się, podobnie jak Ty, nad racją bytu tego wprowadzenia ale zostawiłam je jednak, bo nie chciałam zaraz na wstępie zaintrygować czytelnika, wpuszczając go w dochodzenia i zbędne dociekania, a raczej dać mu możliwość swobodnego pobłąkania się po wierszu :-)

  • Przeczytałam na rynsztoku Pani komentarz wykluczający gloryfikację wódki, ja odczytuję ten erotyk jednak właśnie tak, że alkohol jest nieśmiertelny i jest jedynym powodem i jedyną możliwością współistnienia kochanków, czyli jednak afirmacją pijaństwa. Najbardziej podoba mi się wprowadzenie prześcieradła, bardzo syntetyczny symbol zarówno miłości cielesnej, jak i bieli śniegu i w konsekwencji zimna i wyalienowania. Gorzki wiersz, ironiczny. Bym go trochę skróciła i skondensowała, ale to już sprawa narracji, jak kto opowiada i ile potrzebuje, by się wypowiedzieć.

  • bardzo mi się podoba ten wiersz. dopracowany. czyta się go wyśmienicie.

  • Hortensjo, na szczęście ironia wyklucza "gloryfikację" - to chyba jasne? :-)

    To cykl, upraszczając, o uzależnieniach. Oczywiście w temacie alkoholu, jako najbardziej wyeksploatowanym, jest najwięcej pułapek.
    W niektórych związkach miłosnych alkohol jest nieodłącznym towarzyszem, pretekste, wypełniaczem, ratownikiem i mordercą - wyprawa w alkohol kończy się przeważnie po początkowym rozgrzaniu arktycznym zimnem.
    Położyłam temat ?
    Ciekawa jestem, w którym miejscu odczuwasz potrzebę kondensacji.



  • Dzięki, Grażyno :-)

  • pewnie wrócę do tego wiersza jeszcze nie raz :)

  • Hej, Agnieszko :-)

  • Imao udało Ci się Małgorzato, zrobić to, o czym rozmawiałyśmy, że jest trudne i podstępne do zrobienia. Tekst oddaje fakt, że w pewnym momencie ten geist jest potrzebny do życia. Oddaje i zabiera. Brawo :)

  • Świetny wiersz.

    "że braknie paliwa,
    w nas, w psach..."

    Wydaje mi się, że na ostania wyprawę Robert Falcon Scott zabrał nie psy, a białe kucyki.

    • . .
    • 04 czerwca 2011, 09:37:45

    Najzabawniejsze jest to, że rzeczywiście odkryli tę whisky:

    http://philippa-pippasplace.blogspot.com/2010/10/mckinley-co-whiskey-found-in-explorers.html

    o, a tutaj jest zdjęcie skrzyni:

    http://3.bp.blogspot.com/_zx4XVEXzFGc/TP1aNks970I/AAAAAAAACbg/gklkElORg4c/s400/1.jpg

    Wiersz jest świetnie zakomponowany. Chce się do niego wracać i wracać. Jeden moment mnie trochę drażni:

    "wyśniona w obłędzie? utopia?"

    Wydaje mi się, że za dużo tych znaków zapytania. Ja bym to przeczytał jako:

    "sen, obłęd, utopia..."

    Taka wersja jest chyba bardziej zrezygnowana... a przy tym rytmicznie dalej ma wigor.

  • Mas que,
    Violetto - dzięki za odzew, to dla mnie ważne - cieszę się, że jakoś udało mi się przeskoczyć pułapki.

    Viola, w pierwszej wspólnej wyprawie, (1902) na którą - w wierszu- powołuje się Shackleton, użył Scott psów, jednak nie wziął doświadzonych ludzi, przewodników psów, co miało również wpływ na porażkę.
    Na następną wyprawę zabrał oprócz psów również syberyjskie ponys. Tak wyglądają:
    http://www.offthebeatentrack.at/Russland/Jakutien/DSC_0277.jpg

    Jednak źródłem "historycznym", że były to białe koniki, jest mój wiersz z cyklu "Kilka wierszy z końca lat" - "1911, psy i kucyki", tutaj link do rynsztoka - pewnie tam go czytałaś? - http://www.rynsztok.pl/index.php/warsztat/action/list/frmAThreadID/7157/

    jest to fantazja, wymyślona przeze mnie, jak i całkowitą fikcją wierszową, wyobrażeniem, są przeżycia matki Scotta i jej zaklinanie "weź białe koniki" - nie piszę wierszy dokumentów :-)

    (muszę sprostować, bo niejest moim zamiarem zafałszowanie źródeł historycznych konfabulacjami poetyckimi)

  • Zastanawiam się czy wieczna zmarzlina, czy pokrywa śnieżna, jest w tym wypadku: " białym prześcieradłem świata"? czy raczej "białym obrusem świata"? - wychodzi mi tak, i tak, dwojako. Z jednej strony "białym prześcieradłem świata", bo polarnicy mają pokrywę śnieżną pod nogami, potem "obrusem", bo mowa o wielu szczytach - dosłownie i w przenośni, o biegunach. Przyłączę do grupy osób wyrażającej się z uznaniem. :)

  • Alx, wiem, że odkryli - dlatego wzięłam sobie właśnie whisky na warsztat, zabierając się za "alkohol".
    Pomyślę nad tym wersem.(ale lubię znaki zapytania - a Shackleton też się zastanawia :-))

  • Emilio, miło mi. kwestia: prześcieradło czy obrus zmienia się oczywiście w zależności od kąta widzenia :-)

  • Wow - ja też za....:)))

  • Przepraszam, ze nie odpisałam, ale jestem tutaj nowa i nie radzę sobie z logowaniem. Za każdym razem muszę zmieniać hasło i nie zawsze mi się chce to robić i nie zawsze mam czas. Skondensowałabym w sensie "za dużo grzybów w barszczu". Zbyt patetyczne jak na letni stosunek płciowy z prądem, a nie z prawdziwą miłością. Wiem, że stosunek płciowy jest zimowy, ale jednak letni. Po prostu brak prostoty, rzecz się komplikuje niepotrzebnie, bo przecież cóż to jest wobec heroizmu zdobywców Bieguna. Piszę, wybacz, w ich obronie. Wiersz ma tyle pochwał, więc mój komentarz zginie w tym tłumie, proszę go nie brać do serca.
    Aha, zapomniałam:ironia nie wyklucza gloryfikacji ani patetyczności. Pierwsze słyszę, że wyklucza.

  • Wolf :-))

  • Hortensjo, w tej części Twojej interpretacji leży być może nieporozumienie. Oczywiście czytelnik ma prawo do własnych dopowiedzeń i autorowi nic do tego, ale też i autor nie może być w pełni odpowiedzialny za odczyt, chyba, że pisze dosłownie, realistycznie i prowadzi czytelnika za rękę.
    Ponieważ jednak w tym wierszu w żaden sposób nie chodzi o "letni stosunek z prądem" a raczej wręcz przeciwnie, już prędzej "gorący stosunek z lawiną", nie mogę się odnieść do reszty komentarza. Bardzo dziękuję za powrót i uwagi.

  • Może zmyliło mnie "Jest jak miłość zamiast". Faktycznie, czytam zupełnie inaczej niż wszyscy. Wiersz jest o bardzo dużej komplikacji aktu płciowego i nie mogę się w niej połapać.Letniość jest we mnie, w czytelniku.

  • Hortensjo, nie czytałabym wiersza jako opisu "komplikacji aktu płciowego". Nie zaprzeczę, że da się go interpretować jako podszyty erotyzmem ale usiłowałam spojrzeć na niego z boku i za nic nie widzę opisu samego aktu - raczej układu, który podsyca się, gaśnie i znów poddsyca; raczej euforia podszyta strachem. Irytują Cię duże słowa, bo: cyt. "przecież cóż to jest wobec heroizmu zdobywców Bieguna". Tutaj bym się broniła, widzę to trochę inaczej. Każda pasja, zarówno odkrywcza jak i erotyczna, ma podobne cechy: zawziętość, chęć dotarcia do celu, który jednak stale się oddala (odkrywcy po zdobyciu jednego bieguna rozglądają się zaraz za innym), nienasycenie więc; stale towarzyszący jej lęk i zwątpienie a jednocześnie niesamowity upór i energia, aż do samozatraty włącznie.
    Tutaj miałam parę skojarzeń:
    1. nasunęły mi się potoczne określenia, jakimi opisuje się pasjonatów: "pijany z miłości" - jak podobne do: "upojony misją", "porwany (czymś)", "owładnięty", "oddany", "szalony" itd.
    2. zarówno pasjonatów, jak i ekstremistów miłosnych (z ich erotycznym szaleństwem) cechuje pewna "cyklofrenia" - fazy euforii przeplatają się z okresami zwątpienia, gorączka z zimnem, rausz z niedosytem, czasem z kacem. Po czym cykl się powtarza, po fazie zimna (brak, niedosyt), następuje samozapłon, gorączka rośnie, dochodzi do zaniku instynktu samozachowawczego.
    Alkohol wpisuje się tutaj po prostu sam.
    Również jako "paliwo" - bywa napędem miłosnych nocy, (w ekstremalnych przypadkach jedzie na nim niejeden związek), zabezpieczyli się nim Scott z Shackletonem, mimo, że jest trucizną i zapewne ilość energii, jaką chwilowo dostarcza, nie rekompensuje strat (na dłuższą metę osłabienie odporności) a zabijanie uczucia głodu, jak każde tłumienie instynktu, jest tylko oszustwem dokonanym na organizmie.

    Całkiem blisko pasji, miłości i alkoholu stoi śmierć. Alkohol zabił niejeden związek, wielu odkrywców, ofiar swojej pasji, zginęło, chociaż jeszcze więcej ludzi umarło z miłości.
    A Scotta i Shackletona przetrwała skrzynia z butelkami whisky.

  • Małgorzato, przecież ja mogę się mylić, ale mnie nie przekonuje perswazja tego wiersza nawet po Twoim kolejnym wyjaśnieniu. Te dwa światy: Zimno Bieguna i Zimno Miłości są osobno mimo zabiegów formalnych poetyckiego rzemiosła. Nie wiążą się, dlatego to obrazowanie rozpada się, jest oddzielne. Jeśli kochankowie mają takie astronomiczne problemy ze sobą, jeśli wspomagają się wódką, to nie może to być porównywalne do naprawdę groźnie wyprawy arktycznej. Wiem, że pewne stany psychiczne są przyrównywane do katastrof, żywiołów i końca świata, ale zbyt dużo uwagi poświęca się w wierszu tym pionierom, by rzecz była wiarygodna. Penetracja ciała drugiego człowieka nic nie znaczy wobec penetracji Bieguna, bo można penetrować inne ciało z lepszym skutkiem. Natomiast Biegun jest jeden i to ma wielkie naukowe znaczenie, to był przełom dla nauki. Kłopoty pewnej pary kochanków pozbawionych viagry nie są symetryczne do tego ciężaru. Musiałby ten wiersz być bardziej dowcipny, by się zrównoważył. I Dżin w butelce to Dżin, a wódka to chemia. Nie mieszałabym duchowości do tego zarówno na Biegunie, jak w łóżku. Dlatego Słownik na rynsztoku miał rację: to tylko wódka.

  • Ależ ja się zgadzam! to Ty widziałaś cały wiersz jako erotyk - ja napisałam kolejny z cyklu o używkach; tym razem tematem jest alkohol. Moim zdaniem wpisuje się on równie gładko zarówno w osobowość wszelkich ekstremistów (również miłosnych) jak i w związek; próbowałam oddać moment, w którym to się dzieje i zaczyna determinować.
    Zaprotestowałam przeciwko komentarzowi Slownika, bo nie wydaje mi się, aby wiersz przekonywał, że "należy mieć pełny bar" - w cząstce końcowej jest zamierzony smutek i rezygnacja.
    To wiersz (jak i poprzednie dwa) o uzależnieniu, nic więcej.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się