Sceny intymne: Oolong

Autor: Królowa udała się do Baden - Baden, Gatunek: Poezja, Dodano: 24 maja 2011, 11:36:38

 

To musiała być wschodnia opowieść –

wymaga tego twarz księżniczki:

obronnie uniesione kości policzkowe,

nieustępliwe, skośne oczy.

 

(O tej drugiej, tej, która zajęła jej miejsce na jedną tylko noc –

nic nie wiem; ani, czy była piękna.)

 

Tak ją pamiętam: jasną i zmrożoną jednym zimnym świtem;

nieostrożnym pchnięciem oprawiony w lawinę, toczący się kamień.

To była delikatna księżniczka,

na siestę kładziono ją na listkach herbaty.

 

Lecz odkąd on już do niej nie przychodził,

stała się rzeczą publiczną jak droga,

każdemu równie szczodrze się oddając

za jeden tylko kamień. 

Każdy następny u jej wejścia składał swoją zapłatę:

widział wnętrze stóp jak płatki magnolii,

i pośladki rywali.

 

Czekali milcząc pokornie: wąż ludzki,

czarny smok przed jej nędznym namiotem; naszyjnik –

pamiętam twarze mężczyzn, w niemym podnieceniu,

bo jej majestat sznurował im gardła.

 

I szli do niej z ciężarem:

wdowcy, od dawna sztywni z pożądania,

chłopcy o twarzach z wykwitem hormonów,

wysoko urodzeni, urodzeni na dnie;

mówią, że dopuściła nawet najbiedniejszych

i tych, którzy popadli w niewolę,

lub zniszczonych przez sake, uwiąd, złość,

 

chociaż najbardziej ceniła sobie ciężkich, silnych,

bo potrafili zmęczyć ją do pustki,

dopuszczającej sen.

 

Myślałam wtedy, ile trzeba nienawiści, by tak odpłacić za zdradę.

Dzisiaj wydaje mi się, że to miłość.

Najwyższa z jej form, po śmierć – niejednokrotną,

śmierć w każdym pchnięciu

w najbardziej intymne miejsca, gdzie się czeka

na cud wybawienia, wymazania faktu,

że on i ona - osobne kamienie.

 

(A przecież wszystko byłoby tak proste,

gdyby odwrócić kolejność historii: 

 

zła kobieta - kamień, który się oddaje

każdemu, kto podniesie – i on, pies,

w kolejce.)

Komentarze (28)

  • "Siedmiu samurajów w pontonie, nie licząc psa" - czyli świetnie i z nerwem oddana historia. Zakończenie lepsze od oryginału. Jednym słowem szacunek - Gosiu :)

  • Cóż, dziękuję bardzo, natomiast "wersja oryginalna", którą znasz, miała w sobie esencję iście herbacianą. szczerze mówiąc, jestem do niej przywiązana i prywatnie się z nią nie rozstanę :-)

  • cudowne w swoich pchnięciach!
    jednocześnie wszystko się toczy jak lawina tych kamieni, ale są miejsca akcentowanie dodatkowym bólem.

    Świetne są te sceny intymne.

  • No i półfermentowana herbata, długo dojrzewająca - sacrum i profanum.

    P.S. końcowa scena przypomniała mi też "Ostatnie kuszenie Chrystusa" Scorsese - kolejka ustawia się przed namiotem Marii Magdaleny, a skomlący Christ... no w każdym razie :)

  • to się cieszę, bo jak już serwuję taki długi tekst, to mam nadzieję, że utrzyma napięcie :-)
    (właśnie przekwitła w oknie camellia japonica i się zainspirowałam :-) przymierzam się jeszcze do ugryzienia "alkoholu" ale to chyba najtrudniejsze)

  • "Długi", to on był przed korektą - na szczęście tym razem zapędy hord otomańskich powstrzymano :))

  • najtrudniejsze, bo to szeroko eksplorowany temat i łatwo wpuścić się w kanał, ale warto :)

  • Wolf, już Konfucjusz wiedział, że najostrzejsze nożyce tępią się na kamieniu... :-)

  • Mas que, no właśnie :-)

  • Malgos
    b. dobry, ciekawy, jak zawsze pod wrazeniem :)))

  • :-) musiałam niestety drobną czcionką, Monique, bo byłby jeszcze dłuższy :-)

  • Ok - starałem się jedynie o formę, co nie zmienia faktu, że to zdecydowanie najlepszy text, pośród szarzyzny dominującej na tym portalu, od długiego czasu. Dobrze, że jeszcze są tutaj poeci :)

  • rozdziobcie mnie! ale to nie ja, to on :-(

    Wolf, o formę? żeby się nie zmęczyła? dziękuję w imieniu :-)

  • Na taki karmnik tutaj dziobki za małe :))))

    • . .
    • 24 maja 2011, 20:14:37

    JEst taki kawałek Rammsteina: "Stein um stein". Takie wrażenie mam jak słuchając tej pieśni. Czuję się zabetonowany tym tekstem i proszę potraktować to jak komplement - zamurowało mnie. To są te kamienie, którymi miano ukamienować Marię Magdalenę. I mam jeszcze jedno skojarzenie - coś w tym akcie jest z pewnej nocy cesarzowej Messaliny.

    I jeszcze jedno odniesienie. Ostatnio w prasie popularnonaukowej czytałem artykuł o tym, że zachowania homoseksualne są postrzegane przez znaczną część społeczeństwa, zwłaszcza jego męskiej części, jako zachowania godne potępienia, bo zachowania homoseksualne u mężczyzn stanowią formę ustalania hierarchii. Widać to zwłaszcza wyrażnie w kulturach więziennych. W tym ujęciu osoba, która przyjmuje ciało innej osoby jest uznawana za podległą, może nawet upokarzaną. Tutaj, w tej historii, mamy nagle odwrotnie. Ileż to wymaga siły!

  • Nie znałam tej piosenki Rammsteina, niesamowity tekst. A najstraszliwszy ten fragmencik:
    "Draußen wird ein Garten sein
    Und niemand hört dich schreien"
    Ta bajka jest bardziej prawdziwa, niż może się zdawać na pierwszy rzut oka. Zrozumiałam to po latach. Dzięki za koment, Alx, jest dla mnie, jak wiele Twoich, doświetleniem. Każda miłość jest uwięzieniem i nic na to nie da się poradzić :-)

  • Alex
    I coś w tym jest, bo całość tekstu przechyliła się w stronę odczytania z góry ustalonej hierarchii, gdzie narratorka opisuje kobietę podległą temuż tekstowi, stąd podmiot nie ma żadnego wyjścia, jest dokładnie taki, jakim opisze go narratorka. Czy się tego chce, czy nie trzeba przyjąć opis, historię opowiadaną przez kobietę o kobiecie.
    W moim odczuciu nie służą zwroty:
    - jednym zimnym świtem
    - nieostrożnym pchnięciem oprawiony w lawinę, toczący się kamień.
    - Lecz odkąd on już do niej nie przychodził,
    - stała się rzeczą publiczną jak droga,
    każdemu równie szczodrze się oddając
    - śmierć w każdym pchnięciu
    w najbardziej intymne miejsca,

    i kilka innych, wymieniać już nie będę, autorka się sama zorientuje, które

    Które? - wszystkie jakie całość przechylają w stronę bajki złożonej z ukraszonych opisów narratorki, gdzie narratorka raz jest bardziej podglądaczem niż obserwatorem

    "Czekali milcząc pokornie: wąż ludzki,
    czarny smok przed jej nędznym namiotem; naszyjnik –
    pamiętam twarze mężczyzn, w niemym podnieceniu,
    bo jej majestat sznurował im gardła."

    - uważam, że "pamiętam twarze mężczyzn" - sprawiło, iż narratorka została tutaj umieszczona za blisko wydarzeń opisywanych, ma się wrażenie, że w tłumie jest, między oczekującymi się kręci, jakby pilnowała

    Jeszcze nie wiem, jak przyjąć kolejną historię o upadłej księżniczce. Dlatego nie ocenię.

  • Hm - nie porozmawiamy o tekście, szkoda, w takim razie komentarz jest napisany niepotrzebnie, postaram się zrozumieć, że jestem przypadkową, zbędną czytelniczką.

  • Dobry i ciekawy wiersz.

  • Emilio, sorry, nie zauważyłam, nie pilnuję wierszy bez przerwy.

    Dziękuję za wrażenia z lektury. Może tylko 2 uwagi: "autorka sama się zorientuje" - skoro użyłam tych zwrotów,to uważałam, że służą narracji. Ponieważ inni czytelnicy (również na innym portalu) wypunktowywali właśnie niektóre z nich jako atut tekstu, mogę jedynie kolekcjonować sprzeczne opinie.
    "Zmiana pozycji" również zamierzona. Celowo zmniejszam dystans w przytoczonym fragmencie ("pamiętam twarze mężczyzn")

  • Andrzeju, cieszę się, że ciekawy (nie cierpię nudnych wierszy :-))

  • Nie szkodzi. Rozumiem.

    Postaram się przejść do konkretów.

    Podoba mi się wstęp, wprowadzenie do opowieści.
    Szczerość jaką słowami proponujesz mi jako autorka,
    że opowieść nie może płynąć z miejsca obojętnie jakiego,
    ponieważ bohaterka jest konkretną postacią.

    Zwykle utwory budowane są tak, że wykorzystuje się
    tła mgliste, pastelowe klimaty, z których wyłaniają się
    podmioty, a mgły i niedopiwedzenia spowijają je
    nie pozwalając przyglądać się wszystkim szczegółom.

    Tutaj nie gra się z czytelnikiem w mgliste i pastelowe,
    więc zapowiada treściwa opowieść, w której nie będzie
    owiajania mgłami, więć postaci pozna się z bliska.

    Zapowiedź uważam za plus.

    Ja jestem czytelnikiem.
    Czytelnikiem chcącym wysłuchać opowieści o księżniczce.

    Z konkretną księżniczką wiąże się fakt, że podawano
    ją na listku herbaty.
    Pada konkret - listek herbaty Oolung,
    herbaty, dla której słowo fermentacja nie jest obojętne.


    Była księżniczka na ziarnku grochu, w tej chwili jest
    księżniczka na listku herbaty.
    Skojarzenia mam dobre - bajeczną księżniczkę na ziarnku
    grochu zastąpi powołana do życia księżniczka na listku
    herbaty.

    O ile księżniczkę na ziarnku grochu poznajemy
    w bardzo przyjaznych okolicznościach,
    w scenach gdzie musi udowodnić wszystkim, czy jest prawdziwa,
    czy może ubiegać się tron,
    o tyle księżniczkę na listku herbaty poznajemy od dramtycznej
    strony, zostaje powiązana z fermentem, fusami, piciem.

    Zatem opowieść wierszem daleka jest od baśni, bajek,
    chociaż opowiadana jest w formie baśni, legendy, bajki.

    Wiersz podąża śladami fermentów, wyłapuje fusy z życia
    księżniczki, serwuje czytelnikowi picie szczegółów
    dotyczących tej konkretnej postaci, księżniczki.

    Do czwartej zwrotki wiersz wciąż posiada dla mnie, czytelniczki,
    plusy, nadal skłania do czytania.

    W wierszu jest są dwa podmioty - narratorka, księżniczka.

    Narratorka prowadzi mnie przez wersy, domyślam się,
    że czas może dotyczyć baśniowego kiedyś,
    ale ma prawo być metaforą dla czasu współczesnego.


    Przy wersach:

    "(O tej drugiej, tej, która zajęła jej miejsce na jedną tylko noc –
    nic nie wiem; ani, czy była piękna.)"

    po raz pierwszy zaczynam podejrzewać, że otworzył się wątek
    "Baśni z tysiąca i jednej nocy".

    Zatem podana na listku herbaty księżniczka to osoba uwikłana
    w proces opowieści spod baldachimu.
    Podano ją na tacy w celach konsupcyjnych.
    Jak filiżankę herbaty, dokładnie tak.
    Jako czytelnik - nie znający reszty przekazu - raz widzę księżniczkę,
    w innym skojarzeniu tylko herbatę.

    Od czwartej zwrotki zastanawiam się jednak nad tym:
    czy chcę czytać dalej?

    Przeczytałam.


    Na począku narratorka przedstawiłą mi postać księżniczki tak, że
    w jednej odsłonie gotowa byłam przyjąć, iż czytam o
    szklance mrożonej herbaty, w drugiej odsłonie, że
    o podanej o właściwej porze filiżance herbaty "po angielsku",

    ale w wersach
    "Tak ją pamiętam: jasną i zmrożoną jednym zimnym świtem;
    nieostrożnym pchnięciem oprawiony w lawinę, toczący się kamień."

    jest obraz księżniczki toczącej się,
    porównanej do kamienia w lawinie kamieni.

    Zatem postać w rezultacie się stoczy, taka jest zapowiedź.

    Doceniam zapis, gdzie jest gra między skojarzeniami suszu herbacianego,
    a skojarzeniami losu postaci:
    - herbata biała
    - herbata mrożona
    - herbata podawana o stałej porze.

    Następna zwrotka zaczyna być duszna, gęsta.
    Odbieram ją jak opis jednego aktu, z zaznaczeniem,
    że ten pojedynczy opis dotyczy wielu aktów
    dokonywanych na oczach wszystkich.

    Tak obieram wersy:
    "Każdy następny u jej wejścia składał swoją zapłatę:
    widział wnętrze stóp jak płatki magnolii,
    i pośladki rywali."

    Można sobie wiele pisać o tym, że to taka przenośnia,
    że ten typ zauważania - ale dla mnie jest to minus.

    Od tego miejsca mam wrażenie, że narratorka nie cierpi
    postaci o jakiej opowiada, że powodem do opowieści jest
    ukryta żółć narratorki, która skłoniła ją do pokazania
    całemu światu jakim ścierwem jest księżniczka na listku
    herbaty.
    Sceny opisu są niczym najazd kamery,
    jakby ktoś miał za zadanie sfilmować na gorącym uczynku.

    Pojawia się wiec drugie skojarzenie -
    narratorka nie miała dla czytelnika przygotowanej opowieści
    o herbacie i księżniczce na listku herbaty,
    ale opowieść realizującą odsłony intymności dosłownie.

    Sposób w jaki narrtorka pokazuje księżniczkę dla mnie
    wyklucza wysłuchanie pozostałych stwierdzeń i słów narratorki
    jako osoby, w której szczerość wierzę.
    Dla mnie intencja narratorki jest jasna - oszkalować.
    Oszkalować tak zgrabnie, by siebie na tle postaci szkalowanej
    przedstawić jako osobę mająca prawo do wyrażania już nie
    niesmaku, ale perfidnie wyższej formy: politowania podniesionego
    do rangi wyszukania odrobiny dobra w odrażającym żywocie upadłej
    księżniczki, dobra, które może być skwitowane, czy też posłużyć
    jako morał.

    Tak odbieram.


    Chciałam autorkę zapytać:
    - czy w zamyśle pisania utworu pt.:"Sceny intymne: Oolong"
    było stworzenie postaci czarnej i białej?
    Która z postaci miała być czarnym charakterem, a która białym?

    Moment, w jakim dla mnie wiersz przechyla się w stronę
    relacji tworzonej przez wścibskiego fotoreportera
    na zamówienie dla żywiącego się sensacjami kolorowego pisemka
    - to czwarta zwrotka.

  • Emilio, tuż przed wyjazdem zerknęłam na Twoją dłuuugą interpretację (dziękuję za poświęcony czas), która mnie zdumiała, trochę rozbawiła a trochę zmartwiła.
    Z braku czasu mogę jednak odpowiedzieć na Twoje pytania dopiero jutro.

  • Emilio, pochlebia mi takie zaangażowanie komentatorskie; to miłe dla autora, gdy czytelnik zostaje z wierszem na dłużej a nie prześlizguje się tylko po nim. Bywa jednak, że analizując każdą zwrotkę osobno, obcujący z wierszem gubi się w nim i nie odbiera całości.
    Myślę sobie, że gdyby Twoje pytania zawiesić bez odpowiedzi, pozostałby efekt, o jaki mi chodziło - niepokoju, niezaspokojenia. Jednak czuję się zobowiązana po tak szczegółowym opisie Twojego kontaktu z "Oolong" odpowiedzieć na Twoje pytania nieco obszerniej, pomimo, że nie cierpię wykładania tekstu.

    Twoja analiza początku wiersza jest godna podziwu, wyciągasz smaczki i subtelności z każdej frazy, można marzyć o takich czytelnikach. Dodam może tylko, że niekoniecznie układanie księżniczki na listkach herbaty musi sugerować jedynie jej "zepsucie" (fermentacja); kobiety w krajach, gdzie rośnie herbata, roślina z gatunku camellii (kamelie kwitną przepięknie), nacierają sobie włosy jej świeżymi, młodymi listkami, dla ładnego zapachu. No i raczej trudno wyobrazić sobie, że księżniczka była układana na siestę na zaparzanej, fermentującej herbatcie, raczej chodzi o miękkie posłanie z listków. Ten dwuwers służy raczej podkreśleniu, jak delikatna i rozpieszczona była księżniczka
    - podobnie jak wers z kamieniem zinterpretowałać z dala od zamysłu autorskiego: gdybym chciała napisać, że się "stoczyła", stała się "upadła" użyłabym tych słów - a jednak nazwałam ją celowo "toczącym się" kamieniem, w lawinie, dla podkreślenia, że coś wtrąciło ją w ruch, którego nie dało się zatrzymać, jak lawiny.
    Być może to nieporozumienie już wcześniej niż przy 4 zwrotce naprowadziło Cię na błędny trop, że narratorka "że narratorka nie cierpi
    postaci o jakiej opowiada, że powodem do opowieści jest
    ukryta żółć narratorki, która skłoniła ją do pokazania
    całemu światu jakim ścierwem jest księżniczka na listku
    herbaty. "

    Tutaj był moment, że Twoja interpretacja mnie jednoczesnie rozśmieszyła i zmartwiła. Skąd ten pomysł, skoro w 8 strofie narratorka bardzo wyraźnie określa swój stosunek do bohaterki usłyszanej kiedyś (w domyśle: dawno) bajki.

    Narratorka początkowo (w pierwszym kontakcie z bajką -"wtedy") myślała, że zraniona w swoich uczuciach księżniczka po prostu mściła się na kochanku (mężu?), chcąc go ośmieszyć - stąd za miejsce akcji wybrała nędzny namiot przy drodze oraz dopuszczała wszystkich mężczyzn, bez wyjątku, jak suka.
    Jednak "dzisiaj" myśli, że była to zachłanność i szaleństwo miłosne, i że skoro nie mogła mieć ukochanego na wyłączność, postanowiła zabić tę miłość. Żądanie kamienia od mężczyzn, którym się oddawała, przypomina budowanie grobowca, kamienie, którym umacniano kurhany, czy wreszcie piramidę.
    Narratorka niejako rozgrzesza księżniczkę z podejrzeń o niski akt zemsty.

    Może jeszcze parę ciekawych detali o tej herbacie, które pomogą odczuć podobnie wiersz, jak czuje poczuła to narratorka: esencją z kobiety jest miłość.
    "Oolong" - ta nazwa znaczy tyle co: czarny smok, czarny wąż. Jak kolejka przed namiotem księżniczki - lub, jak głosi legenda, wąż, który odstraszył właścieciela plantacji od suszącej się własnie herbaty - gdy powrócił tam po kilku dniach, listki utleniły się w słońcu i nabrały wspaniałego smaku.

    [A gdy czyta się o sposobach wytwarzania Oolong: poddawanie jej słońcu i wiatrowi, aby zwiędła, tarcie, obracanie, wykruszanie krawędzi listków; wreszcie wielokrotna obróbka termiczna - rozgrzewanie, prażenie i ochładzanie - wszystko po to, aby uzyskać ten jeden, niepowtarzalny smak - można mieć skojarzenie, że miłość dojrzewa podobnie do herbaty.
    Ale to już refleksja, która może - nie musi - pojawić się poza wersami.]

    Już w skrócie odpowiedź na Twoje pytania:
    1. nie, skąd. relacja nie jest w żadnym stopniu nacechowana jakąkolwiek niechęcią narratorki, ten wniosek jest błędny, jakkolwiek rozumiem, że pornograficzny obraz może w tym miejscu zrazić niektórych czytelników.
    2. żadna. nie wierzę w świat czarno - biały.

  • Zacznę od:
    2 - też nie wierzę, ale stworzenie dwóch postaci literackich, postaci czarnej i białej [ zabrzmiało herbaciano -:) ] nie jest błędem w sztuce, bo na tle tych wyraźnych bohaterek udaje się wyłowić dużo odcieni
    tutaj już wiem, po Twojej odpowiedzi, że zamiar autorki był inny

    1 - opowieści kobiet o kobietach - tak nie musi być, z Twoich słów wynika, że nie jest - są opowieściami niosącymi duże ładunki emocji, bardzo różnych emocji - między tymi, nie można wykluczyć tego, że kobieta o kobiecie mówi w superlatywach tak, by samej wypadać w tej mowie ekstra dobrze, kobieta kobietę chwali, docenia tak umiejętnie, że by samej błyszczeć na tle chwalonej czy docenianej - :) - tak się mawia, a mawia się tak dlatego, że kobiety dla kobiet bywają bardzo surowe, i skłonne do krzywdzenia, to miałam na uwadze, to przyszło mi do głowy, plus myśl o intrydze, gdy czytałam opis scen z namiotem

    myślę, że kamień nie oddaje się ludziom, bo nie ma wpływu na to, czy ktoś go podniesie, która z rąk go podniesie - może dlatego ignoruje ludzi ich poczynania kamiennym milczeniem

    Bardzo dziękuję za wyjaśnienia, poczytam wiersz jeszcze raz, a jak będzie trzeba to i kilka razy. Chociaż się przed tym bronisz - księżniczka na listku herbaty brzmi dobrze, jak symbol, a to nie takie proste dołożyć światu jeszcze jedną księżniczkę.
    :)
    Elm




  • Dorzucę w takim razie, bo może odbierzesz wtedy podteksty w sposób podobny do mnie:
    utożsamiamy się z bohaterami bajek lub odrzucamy ich z odrazą. Narratorka najwyraźniej miała z tą bajką jakiś problem, może jej nie zrozumiała. Po czasie (w którym zapewne uległa wielu zmianom emocjonalnym) pojęła, że chodziło o miłość. Może wcześniej sama miłość, tak wyrażona, aż do samozatraty, była dla niej nie do pojęcia?

    Autorka (w odróżnieniu od narratorki, którą przecież stworzyła) próbowała przedstawić na przykładzie skrajności, wręcz odrażającej formy, szaleństwo zazdrości i miłosnej zachłanności. Jestem najgłębiej przekonana, że nigdzie nie wartościuję, co podejrzewałaś. Raczej głośno myślę:

    Czy księżniczka, oddająca się innym za byle kamień, aby zabić w sobie jego i siebie w nim, zabić uczucie, które się zwyrodniło, nie jest metaforą miłości najpełniejszej, najbardziej szalonej, "na całość"? czy przeciwnie - dobija uczucie, które mogło przyjąć inną, może bardziej stonowaną ale również wartościową formę? Czy faktycznie miłość akceptująca zdradę, rezygnująca, wybaczająca, byłaby pełniejsza?

    A czarny smok, wąż ludzki, którym zaspokaja swój miłosny głód i zazdrość - czy może być symbolem ciemnej strony miłości?
    Czy każdy, kto kocha, nie zamienia się w napadach zazdrości lub dumy w księżniczkę na listkach herbaty?
    Czy książę istotnie kochałby ją aż do śmierci, gdyby była dla niego niedostępna, lub musiał na nią czekać, zwalczać rywali? dlaczego femme fatale tak przyciąga męskie serca?
    Powtórzę: jedno, czego (prawie) pewna jest autorka, to że "esencją z kobiety" jest miłość :-)

  • PS. - dziękuję bardzo za rozmowę :-)

  • Czy zatrata jest miłością, czy też innym, równie silnym uczuciem, zlepkiem kilku emocji?
    Maksymalne doznawanie uczucia zazdrości bywa mylone z miłością.
    Myślę, że przejście w stan zachłanności to nie jest już sama miłość, to miłość z niebezpieczną, wymykającą się spod kontroli domieszką.
    Tutaj może działać dużo więcej niż jedna emocja, dlatego uważam, że to, co wcześniej było miłością, potem zostało dosycone, czy też przesycone inną/innymi emocją/emocjami, równą lub równymi tej ogromnej miłości, a mieszkanka stała się zatratą, zaburzeniem jednak, i wyraziła się w chęci zranienia obiektu uczuć czymś straszliwym, mocnym, takim, na jakie niewielu, żeby nie powiedzieć nikogo, nie byłoby stać.
    Hm. - uśmiechnęłam się - "esencją z kobiety" jest miłość - tak zapisane brzmi jak napar, wyciąg z kobiety -:))
    Myślę, że sensem ubogacającym życie ludzi jest umiejętność obdarzania uczuciami. Ale moja myśl nie dzieli na płcie, odnosi się do człowieka, do ludzi.

    Również dziękuję za rozmowę -:)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się