Sceny intymne. Kofeina

Autor: Królowa udała się do Baden - Baden, Gatunek: Poezja, Dodano: 20 maja 2011, 14:06:46

 

Niedobudzona z grudnia, cała jeszcze w zaspach,

niedbale zaścielonych, w splotach ramion, ud,

ciężkich, powolnych na rozgrzanych łachach,

śmiertelnie zaplątana.

A tu już czerwiec

- potrząsa groźnymi kiściami i błyszczy w nocy asfalt –

i można się przejechać na tych złotych pyłkach,

i można znowu zagrać w kaskaderkę.

 

Ale zabrał jej styl ten mężczyzna z grudnia.

Jakby spódnicy ogon odciął,

z włosów glamrock zgładził. 

I to jest smutne, jak burza, idąca z północy,

gdy się rozmyśla, skręcając na wschód.

 

Ma się ściemniać a dnieje.

Więc w kuchennych szybach rozżala się, umacnia kajalem

podstępną siatkę - dotykaj! nie dotykaj!

- aż kuchnia wybucha, rozkwita w nikocjanowy front.

Aż on, ten z zimy i ciała,

śmieje się i zawraca do grudnia.

 

*

 

[Nie, w tym nie było żadnej erotyki,

tylko zaspy pościeli, uskoki gorączki,

cud wygłuszenia

-      dach z wielbłądziej sierści; dom z koca, igloo raczej,

zasieki przed światem, namalowanym mrozem na  szybach.

Wiedziała, że do wiosny nie wyjdzie.

 

Pomiędzy tamtym domkiem a zbieraniem piskląt

opadłych z akacji

- pustynia

płyt chodnikowych,

wydeptanych w klasach.

 

(Matka krzyczała. A on się kokosił

choć był zaledwie strzępkiem wróblej myśli,

z dziobem rozwartym, bo jedynie głód

pchał go do świata.)]

 

*

 

Jakby rozgryzała ciepłe od słońca kasztany

i tak zatruta goryczką.

Moment, w którym wybiera z piany okruch cukru,

jest triumfem smaku i uzależnienia.

Jak pięknie brązowa koronka oplata

porcelanowe wnętrze filiżanki!

A później gapią się na siebie, syci

- zwierzęta po mięsie.

Rozszerzenie źrenicy, drgnienie ust i wracają.

Komentarze (11)

  • Wszystkie metafory dopełniaczowe w tym wierszu są nieprzypadkowe i zamierzone :-)

  • Mętne.

  • Pani Małgosiu, w tym tekście chyba nic nie jest przypadkowe. Bardzo dobry wiersz. Świetnie prowadzi czytelnika. Metafory bardzo go wzbogacają.
    Pomiędzy tamtym domkiem a zbieraniem piskląt

    opadłych z akacji

    - pustynia

    płyt chodnikowych,

    wydeptanych w klasach. - znakomity fragment. Zresztą, tutaj takich perełek jest więcej. Super.

  • poezja@kofeina-zin.pl ,koniecznie!

  • dobraliśmy się - ja i ten wiersz - zabieram go ze sobą do myślni, by przemyśleć teologię tymczasowości Słownika

  • Musiałam się wyłączyć z sieci, bo przyszła burza :-)
    Dzięki za komenty i opinie.

    Danielu, chyba tylko 3-ci fragment? Bo całość z premedytacją rozespana :-)
    Trochę nie znam zasad kofeiny, bo z braku czasu wpadam ostatnio jedynie za dwa portale, ale obiecuję nadrobić. Jak uważasz, że się wpasowuje, to przeklej po prostu - cały albo tą 3cią część (wtedy z tytułem "Kofeina")


    Mas que nada, to może piorunująco zaowocować - dwa bieguny, moja teoria nieprzypadkowości i przemijalnia wg. Słownika ;-))

    • . .
    • 20 maja 2011, 18:44:31

    !

  • Podoba mi się. Troszkę nie mogę złapać meritum, o co chodzi dokładnie. Za bardzo opis, za mało refleksji.

  • Alx :-)

    Piotrze, większość moich wierszy to impresje, (wiersze powstają, gdy wydaje mi się, że impresja jest warta opisu) - nie refleksje. te ma - albo nie ma - czytający :-)

  • Tytuł intrygujący. Treść niestety mnie nie urzeka, bo jestem głupi, niewrażliwy i nie wiem o co chodzi.

  • E tam, Maciejowaty, znam taką kokieterię ;-) w końcu tytuł powinien być ściągawką - jeśli ten nie jest, to może dlatego, że czytelnik niekoniecznie musi odnaleźć się w scenach intymnych peela albo woli herbatę :-)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się