Markietanki

Autor: Królowa udała się do Baden - Baden, Gatunek: Poezja, Dodano: 12 czerwca 2013, 23:20:43

Kocham te małe, te wiecznie zdyszane

od nadmiaru materii, te pulchne jak biszkopt,

owinięte w kardigan lub poncho, jak w żagiel.

 

Te z grzywką wilgotną nad twarzą zdziwioną

ku ich wysokim, szczupłym towarzyszom,

przeważnie młodszym; ironiczną czułość i gest,

z jakim oni biorą je pod łokieć.

I nieuniknione potknięcia tych kobiet,

 

i jak wiatr, unosząc nad ich głową loki,

cienkie, jak włosy anielskie, tak nagle

robi z nich formy lotne.

 

Nie polubiam  - zdjęć w tle z zachodów, cudzych,

nad Mauritiusem, arabskich dzieci; ich kotów ze schronisk, 

roślin w doniczkach –  choć może powinnam.

Bo przecież to one codziennie mi wnoszą rację współwiny

 

-      jak te uparcie ulubione foty zasypanych w uścisku:

kochanek o twarzy obrzmiałej objął piękną przez śmierć;

 

skąd bym wiedziała o tym, gdyby nie te ciepłe, głaskające świat,

drapiące gruz, tak niezmordowanie?

 

 

Komentarze (69)

  • kochanek o twarzy obrzmiałej objął piękną przez śmierć?

  • tak :)
    przez śmierć, nie przez sen.

    • . .
    • 13 czerwca 2013, 00:24:43

    *polubiam?

  • jest dobrze :)

  • "nie polubiam" :)
    rzadko używana forma czynnosci niedokonanej. w gruncie rzeczy nie bardziej dziwna, niż "nie poznaję".
    Och, a wydawało mi się, że tekst jest dziecinnie prosty ;)

    • . .
    • 13 czerwca 2013, 01:05:15

    Nie, nie ma czasownika polubiać.

    • . .
    • 13 czerwca 2013, 01:06:47

    Można się zdecydować na formę nipoprawną, jeżeli wydaje się ona uzasadniona. Co do tekstu - tak, no może nie dziecinnie :-)

    • . .
    • 13 czerwca 2013, 01:07:12

    *niepoprawną

  • Bardzo soczysty;)

  • nieuniknione potknięcia - jest tutaj cała kwintesencja politowania - i oto chodziło prawda ? - lubiem ten wiersz :)

  • Zuzanno, są dwie szkoły podchodzenia do rzeczywistości. Wg. pierwszej "jak nie ma, to nie będzie", druga dopuszcza niedokonane ;)

    Słowa pojawiają się wraz z potrzebą. Do niedawna taka potrzeba w języku polskim nie istniała, dlatego wraz z fejsbukiem weszło "lajkowanie". Pod tym linkiem jest dyskusja na temat"polubiania". http://jezykotw.webd.pl/f/index.php?topic=137.150
    Odanglicyzowałam pierwotną wersję wiersza, (bardziej osadzoną w realiach fejsa), trochę w duchu prof. Miodka :)

    W dość obszernej pracy - dokument pdf do ściągnięcia tutaj: http://www.google.de/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=3&ved=0CEAQFjAC&url=http%3A%2F%2Fwww2.polonistyka.uj.edu.pl%2FLingVaria%2Farchiwa%2FLV_2_2007_pdf%2F01-Waclaw%2520Cockiewicz.pdf&ei=ZWO5UcKHAoKUOL3ggcAB&usg=AFQjCNEsnEhr9oJ2BJ22mCE-CVDBNKGdjQ&sig2=omfyQoiD6_oKQ6ROgvvOzg&bvm=bv.47883778,d.ZWU
    (na str.16/16) Wacław Kockiewicz uzasadnia używanie niezwyczajnych form (podobnie jak "zaintrygowywać", "zniecierpliwiać", "poskąpiać"), pisząc m.in.

    "Formy te oczywiście brzmią niecodziennie, gdyż – jak każda formacja potencjalna – nie mają charakteru normatywnego w języku, ale ich struktura słowotwórcza jest całkowicie regularna. Powodem tego, że te potencje słowotwórcze nie są w zasobie leksykalnym języka realizowane, jest
    przede wszystkim brak odnośnej potrzeby komunikacyjnej, potrzeby wyrażania takiego (imperfektywnego) znaczenia, jego marginalność".

    Otóż uważam, że wraz z obyczajowością fejsbukową pojawiła się taka potrzeba, o czym najlepiej świadczy vox populi: niezliczone już raz czytałam "polubiam". Sama wolę formę "lajkuję", ale - chociaż wszystkie używane na codzień słowa "są nasze" - "polubiam" jest zdecydowanie z prawego łoża, a "lajkuję" to po prostu sympatyczna przybłęda :)

    • . .
    • 13 czerwca 2013, 09:07:21

    A mnie się "polubiam" w kontekście fejsbóka bardzo podoba. W kontekście tego wiersza tym bardziej.

    I jeszcze mi się podoba taka niecodzienność składniowo-retoryczna tego utworu, jego perswadywność. To ożywcze.

  • Grzesiu - nie, raczej politowanie było ode mnie, piszącej ten wiersz, daleko.
    Początkowe "kocham" nie jest przecież ironiczne. A "nieuniknione potknięcia" wynikają z opisu zachowania: konflikt energii z materią, uniesiona do kogoś głowa - to aspekt fizycznego zaprogramowania na potknięcie; niematerialnie zaś, to przypomina się powiedzenia, że tylko ten nie robi błędów, kto nic nie robi.

  • A to się cieszę, Alx. Fakt, perswadywność bywa rzadka, w przeciwieństwie do umoralniania :) a wzięła mi się tu całkiem odruchowo, poniekąd z zadziwienia, więc jest, mam nadzieję, wiarygodna.

  • Wiersz napisany w czerwcu tego roku, czy dużo wcześniej?

  • Pierwszy i ostatni raz dałam zdjęcie roślinek w doniczkach ;-)

  • Przyjemny, i te wieczory i kwiaty:)

  • Elm, aż z ciekawości zajrzałam do historii dokumentu, i ze zdziwieniem zauważyłam, że zaczęłam go w początkach kwietnia, zresztą wyjściowym impulsem była pewna realna scena. Poleżał sobie aż do wczoraj, czekając na rozwiązanie: zastanowiło mnie, jak wiele osób lajkuje na fejsbuku dramatyczne zdjęcia, mimo wyrażnej prośby: "Don't like it, share it" (to zdanie zresztą było w tekście, zanim postanowilam oczyścić go z anglicyzmów). No i powstało trochę skojarzeń pomiędzy :)

  • Joasiu :))
    Fejsbuk byłby o połowę chudszy, i jałowy jak pustynia, gdyby pozbawić go flory i fauny ;)

  • Magda, Ninette, Valerio i łaskawi opiniodawcy - dzięki :)

  • Elm, a temat, sam temat, nosił mi się już bardzo długo.

  • Aż musiałam sobie poczytać o "lajkowaniu".
    http://collegiumpolitique.blogspot.com/2013/03/lajkowanie-czyli-koko-wzajemnej.html
    Jak na mój gust, to w artykule autor nadużywa słowa "my".

    Piszesz: "zastanowiło mnie, jak wiele osób lajkuje na fejsbuku dramatyczne zdjęcia".
    Czy masz na uwadze drastyczne zdjęcia publikowane w wirtualnej przestrzeni? Czy też wyrażenie "dramatyczne zdjęcia" obejmuje więcej? Jeśli tak, to co obejmuje termin: dramatyczne zdjęcia?

  • miałam na myśli dramat, ludzką tragedię, upowszechnianą na portalach społecznościowych.
    Oglądałam wczoraj zdjęcie zaspanej pary, której uczucie ujawniła podobno dopiero śmierć, obejmowali się do ostatka. Mimo wyraźnej prośby autora fotografii ("dont like it, share it", co wzięlam wczoraj jako roboczy tytuł wiersza) zdjęcie zostało polubione kilkaset razy. Tragedia i romantyczna miłość porusza dzisiaj równie mocno, jak za czasów Szekspira, nic w tym dziwnego i nie ma co się oburzać na "lajkowanie", pomyślałam sobie. Nie każdy ma tak pojemną własną "tablicę", aby publikować na niej wszystko, na co chciałby zwrócić uwagę innych. Fejsbukowi lajkowicze, a szczególnie lajkowiczki są bardzo często postponowane, wyśmiewane, tymczasem są to często z gruntu dobre, zaangażowane osoby, reagujące żywo na to, co widzą.
    A obyczajowość fejsbukowa jest tematem o rosnącym stale znaczeniu.

  • * zasypanej pary, oczywiście

  • Elm, ten artykuł dotyczy bardziej ulubiania znajomych znajmychch Królika.
    W gruncie rzeczy zaś lajkowanie i "udostępnianie" wydarzeń dramtycznych, o znaczeniu dla świata, składa się na ogromny sukces współczesnej informacji - dzięku fejsbukowi i podobnym komunikatorom dowiadujemy się w sekundę o tym, co stało się w Kanadzie czy Egipcie, jeszcze zanim dziennikarze sformułują swoje noty. To jakby informacja przenoszona błyskawicznie na skrzydłach tych wszystkich małych ciem, szukających jasności :)

  • To nie są zwykle osoby o wysublimowanym guście lub potrafiące dokonać rzetelnej selekcji informacji. Lajkują często i gęsto, ale dzięki nim się to kręci, a na naszym ekranie pojawia strumień informacji, nieraz bezcennej.

  • Wiersz nosi tytuł "Markietanki". Podmiot twierdzi, że kocha te niektóre - w domyśle, przez tytuł kocha niektóre markietanki, a innych nie "polubia" - w domyśle przez tytuł, nie "polubia" innych markietanek.
    Jeśli wiersz opisuje społeczność Facebooka to ogół ludzi będących użytkownikami został w tym wierszu opisany, jako ludzie tworzący armię, za którą wędrują markietanki.
    Dlaczego w wierszu pojawiały się tylko markietanki?
    Czy każdą osobę, która założyła konto na Facebooku trzeba w takim razie traktować jak żołnierza i jednocześnie jak "markietankę", bo użytkownicy "walczą" o "polubienia" i są "polubiani"?
    Czy założenie konta i czynny udział - użytkowanie tegoż konta - jest jedynie formą walki o "sprzedaż" swojego wirtualnego wizerunku, "wystawianie się" na "sprzedaż", oraz formą "kupowania" wirtualnych wizerunków innych użytkowników? Czy opcję "lubię to" w przestrzeni wirtualnej należy zawsze traktować w sensie "kupuję to", "nabywam to"?
    Czy można "kupić", "nabyć" czyjś dramat lub czyjeś szczęście?
    Moim zdaniem nie. Dla mnie opcja "lubię to" nie oznacza jedynie "ładne" czy "lubię". Opcja ma jedną nazwę, stała się znakiem, ale w zależności od odczuć wyraża się tym także: uważam, że to, co widzę jest piękne; współodczuwam widząc obraz, zdjęcie; jednoczę się; wzrusza mnie to, co widzę; chcę zapamiętać; będę wracać do obrazu, do zdjęć i wątku; ...
    Moim zdaniem w odniesieniu do drastycznych zdjęć wiersz nie spełnia się, nie jest trafnym widzeniem, ale wiem, że w tej kwestii moje zdanie może być bardzo odmienne, od zdania innych ludzi.

  • Elm, to wlasnie wyjaśniłam, dość detalicznie, z przykładem, w poprzednim komentarzu.

    Podmiot liryczna kocha pewien typ kobiety: zaciekawionej, zdziwionej, pospiesznej, bioracej sobie na głowę więcej, niż to z czym może uporać się jej ciało. Podmiot "nie polubia" jednak zachodów słońca w tle fot markietanek, namiętnie wklejanych przez nie okazów fauny, flory i buziek dziecięcych - to jest czysto wyłuszczone w drugiej częsci, jak równiż wątpliwość p. lirycznej, myślącej sobie, że może one, markietanki, potrzebują takiego wsparcia, tak jak "w realu" wspieramy różne osoby, uznane przez nas za tzw. pozytywne, uśmiechem lub nawet udawanym zainteresowaniem.

    Proszę nie czytaj mojego wiersza, Elm, przez pryzmat artykułu, który napisał ktoś inny, i w zasadzie na inny temat.
    Nie chodziło mi, i nigdzie - chyba? - nie znajdziesz nic wskazującego, że podmiot zajmują problemy kół wzajemnej adoracji. Ani, że społeczność fejsbukowa jest armią.

    "Markietanki" ciągną w tym wierszu nie za grupami fejsbukowiczów, ale za wojną, nie zaprzeczysz przecież, że świat jest polem bezustannych walk. Pełniąc na poboczu tej wojny zresztą przeróżne role, od kupieckiej, poprzez rolę najczystszego miłosierdzia.

    Narzucający się sam tytuł brzmiałby: "Lajkowiczki".Jednak nie oddawałby wszystkich facecji zjawiska, i byłby przez to krzywdzący.

  • "To nie są zwykle osoby o wysublimowanym guście lub potrafiące dokonać rzetelnej selekcji informacji. Lajkują często i gęsto, ale dzięki nim się to kręci, a na naszym ekranie pojawia strumień informacji, nieraz bezcennej." - hm. Dobrze, że chociaż między tymi stwierdzeniami pojawiło się coś takiego, jak "to nie są zwykle", że pojawiało się jakieś minimum przypuszczenia, iż może być inaczej i nie muszą to być osoby o niewysublimowanym guście, mogą to być także osoby potrafiące dokonać wyboru informacji.

  • Małgosia
    Wybacz, ale po pierwszym czytaniu miałam zdanie, że podmiot kobita-herszt markietanek, że zna środowisko jak mało kto, więc sobie wybiera - te kocham, tamtych nie polubiam. Takie miałam wrażenie po pierwszym czytaniu, iż podmiotka siedzi w tym po uszy, idzie za armią, ale potrzebuje sobie ulżyć, poczuć się lepsiejszą.


  • Przykro mi Elm, ale łapiesz mnie za słówka. Nie znajdziesz jednak, po rzetelnej analizie, nigdzie w moich wypowiedziach deprecjonowania a priori ludzi, których nie znam. Ta akurat wypowiedź wynika z doświadczenia: znacznie większa częśc ludzi nie ma wyrobionego gustu i nie potrafi sensownie selekcjonować informacji; poznać można to po namiętnych lajkowaniu kiczu obok dzieł cennych, banalnych fotek obok pięknych prac czy ujęć o faktycznym znaczeniu dla świata, po lajkowaniu bezmyśłnym sprzecznych apeli, itd., itd.

    Podobnie jak z piszącymi wiersze: jednak w tej grochówce, którą codziennie dostajemy w witrynach literackich, znajdują się cenne, "odżywcze" - lub, jeśli wolisz "życiodajne" kęsy.

  • Czy to oznacza, że wysyłasz do ludzi sygnał, aby zawsze zwracali uwagę jedynie na wątki i dzieła "o faktycznym znaczeniu dla świata"?

  • Nie wiem, skąd mogłaś mieć to wrażenie :) nie dzielilam "markietanek" na lepsze i gorsze.
    Sama zaś wyjątkowo mało lajkuję (no chyba, że jestem np. gospodarzem aukcji, i muszę zagrzewać do walki - taka rola :)

    Podmiotka za ma najwyraźniej problem, na co nie raczyłaś zwrócić uwagi ;)

    A prościej: nie dość, że "nie polubiam" kotków i kwiwatków znajmomych, to bardzo mało "się udzielam, w ogólnych akcjach; owszem, zdarzało mi się podpisywac petycje czy protesty, ale rzadko i tylko gdy wypływało to nie tylko z porywu, ale i z dużego przekonania, np. pretest przeciw burzeniu Ost Side Gallerie w Berlinie przez firmę inwestorów budowlanych, czy przeciw wykonaniu kolejnej kary śmierci. Ciągle dostaję jednak kolejne prośby o podpisanie petycji, wyrzucam maile z niewyraźnym uczuciem, bo w końcu te petycje powinny być podpisywane, o ile są w dobrej sprawie, i ktoś je podpisuje, a robią to najczęściej właśnie "markietnki".
    W żadnym razie nie jest tak, że peelka czuje się lepsza, może nawet czuje się gorsza, co wyraża się przecież w tym fragmencie:

    "Nie polubiam - (...) – choć może powinnam.
    Bo przecież to one codziennie mi wnoszą rację współwiny".

    Czy jest coś w wierszu, Emilio, co dawałoby podstawę do przypuszczeń, że podmiot liryczna jest obłudna ?!?
    Że kłamie, mówiąc "kocham", i że kłamie w peuncie?

  • "Czy to oznacza, że wysyłasz do ludzi sygnał, aby zawsze zwracali uwagę jedynie na wątki i dzieła "o faktycznym znaczeniu dla świata?" - wydaje mi się, że nie ma w tym wierszu takiego sygnału.

  • Podmiot liryczna udanie używa słowa "kocham", by podkreślić małość obiektu swoich "uczuć". W nie polubiam jest już mniej przewrotności.:)

  • O, z tym się absolutnie nie zgadzam. Przeanalizuj raz jeszcze pierwszą zwrotkę, i udowodnij, jeśłi znajdziesz jakiekolwiek ślady lekceważnia czy pomniejszania. Moim zdaniem jest odwrotnie.

  • Sorry: pierwszą częśc, czyli pierwsze 3 zwrotki. Pisane były z dużą czułością i trudno mi sobie wyobrazić, jak można się tutaj przyczepić.

  • W Liternecie opcja "nie wymaga korekty" jest takim znakiem "polubiam".
    I teraz jest dylemat: ilu ludzi, którzy użyli tej opcji uznasz za tych w pełni świadomych i o wyrobionym guście, bo wyrazili "polubienie" Twojego wiersza?
    "Lajkują" bezmyślnie, czy jednak po głębokim namyśle?

  • Emilio, nie zmieniaj tematu :)
    Najpierw wyjaśnijmy sobie kwestię zarzutu "pomniejszania".

    Mogę Cię tylko zapewnić, że wiersz wziął się z zachwytu. W wilgotny dzień zobaczyłam na ulicy pulchną kobietę o wilgotnych policzkach, wiatr unosił jej loki, szła trochę smiesznie, rozmawiała o czyms zaaferowana z towarzyszącym jej mężczyzną. Była ładna, mimo, że niewielka i gruba, ubrana tak, jak ubierają się (ochraniają się) przewaznie takie kobiety; w coś za dużego, za szerokiego. "Jak w żagiel" zawiera w sobie - mam nadzieję - potencjał rozwinięcia go, kiedyś.
    Aż chciało mi się do niej uśmiechnąć, tak miło wyglądała, w dodatku wydawało mi się, że ją znam, co nie było możliwe - po prostu to pewien typ kobiety, połączenie macierzyńskości z dziewczęcością, budzące sympatię.

    Jeśłi zinterpretujesz "formę lotną" jako moją złośliwą ironię, przypiszesz mi coś, co nie było moim zamiarem. Po prostu "one" bywają czasami uskrzydlone, ale i jakby kruche, nietrwałe. Przynajmniej ja tak to odbieram.

    Nie chciałam wrzucać więcej patosu i napisać "ulotne", zresztą byłaby to tylko połowa znaczenia. Każde słowo ma swój wachlarz znaczeń, wybrałam te, za które do pewnego stopnia odpowiadam, lecz własnie tylko do pewnego stopnia. Reszty dokonuje czytelnik, a trudno mi go prowadzić ścieżką między drutami, sorry.

  • Widzisz "niewielką", "grubą" kobietę, zachwycasz się tym, co zobaczyłaś, i piszesz wiersz pt.: "Markietanki". Piszesz mi o "macierzyńskości z dziewczęcością", o zachwycie, a wiersz ma tytuł "Markietanki" - handlarki wędrujące za wojskiem, oferujące i towary, i ciało. W porządku. Dlaczego mam Ci nie wierzyć, że tak wyrażasz zachwyt? Wierzę.

  • Małgosia, nie widzę w kobietach markietanek, nie widzę w nieznajomych kobietach markietanek - no nie widzę i już, obojętnie czy są grube, czy chude, czy idą w towarzystwie, czy same - nie przychodzą mi skojarzenia, że są markietankami.

    • M G
    • 13 czerwca 2013, 14:02:53

    szkoda, że w Polszy nie ma kary śmierci ;_;

  • Co najmniej od czasu, w którym Brecht stworzył postac Matki Courage, markietanka kojarzona jest już nie tylko z handlem, zaopatrywaniem i opatrywaniem trup: http://pl.wikipedia.org/wiki/Markietan (zwróć uwagę, że usługi seksualne bywały świadczone "a także") ale również z protestem antywojennym, wręcz wstrętem do wojny w dziele Brechta, z wymiarem tragedii iście epickim, i przyznaj, że do tej ściągi kulturowej miałam jak najbardziej prawo odwołac się w tytule.

    Markietanki były odważnymi kobietami, ich obecność na froncie, obeznanie z twardością życia i śmierci, oraz umiejętność radzenia sobie z nią dawała pewnie niejednemu ukojenie. Moim zdaniem tytuł jest rodzajem wyróżnienia, nie pomniejszenia.
    Jeśli ktoś podłoży sobie pod zakres słowa jedynie "prostytutka", to wybacz, ale na to nie mogę mieć już żadnego wpływu.

  • M G, czy masz dzisiaj jeszcze jakieś inne bolączki? Nie złość mnie, pliiiz.

    • M G
    • 13 czerwca 2013, 14:16:27

    tak się zastanawiem wiam czy ludzie piszący poprawne, ułożone w najmniejszy detalach wiersze, w ogóle wiinni to robić. nie jakieś tam pierdolamento filozoffico o przyrodzie i smierci, ale równie nudne i o niczym. Wybacz G. ale ten wiersz nie przywodzi mi na myśl rzadnych skojarzeń. (a przeczytam go raz jeszcze, poczkaj). no i nic. powinien być tak ten samolot co na Wawę wieczorem i nie mogę od niego oderwać wzroku przy fajce (a dobrze je widać z IV piętra ode mnie), albo rozrywać mnei jak tęskonta za nieodżałowanym Lbl. ja nie widzę tych kobiet jako markietanek, nie widzę markietanek wcale; grubych czy nie. prędzej widzę dziwki kroczące za wojskiem i oferujące syfa za szylinga.

    Spoko wiersz porusza jedną ważną dla mnie kwestię - także nie mogę znieść zdjęć dzieci moich znajomych, jakichs sesji slubnych, tych wszystkich bukiecików, kwiatuszków, durnych obrazków, słodkosci słodksoci!! lajków pod zdjęciami jakichś kotow czy psich ze schroniska, bo to im pomoże; czy murzyńskich dzieci w Afrika, bo oni dobry mudżin (lajk zapewni im wodę, pamiętajcie), a jak wiadomo w Afrika w ciągu 60 sek mija minuta ;x i umiera ileś tam tysięcy dzieci.

    sorry ki G. za błey, troche mi się łapy trzesą, znowu za duża dawka nikotyna.

    • M G
    • 13 czerwca 2013, 14:17:21

    weeeeeeeeeeeeeeeeeeeez G. nie mam zamiaru Cię złościc. o ile pamietam ostatnio na czacie na fb nawet dostalem od Ciebie ':)'

    wiec ;]

  • Emilio, zastanówmy się, jakie cechy musiały posiadać markietanki (oczywiście z pewnym uproszczeniem, bo każdy los jest indywidualny) aby ruszyć za wojskiem, oraz z czy musialy się tam spotkać.

    Wg. mnie były to kobiety przeważnie:

    - odważne, ruchliwe, "mobilne", ciekawe z natury ale i o kupieckim zmyśle

    - pewnie nie miały nic do stracenia (samotne? opuszczone? wdowy?) lub

    - ich potrzeba bycia w centrum wydarzeń dziejowych z powodów najrozmaitszych musiała być dość duża. Ale: jednym z powodów mogło być przekonanie, że są zdolne nieść pomoc, bo przecież mogły mieć np. na froncie syna, paniusie siedziały w salonach i skubały szarpie, a markietanki ruszały w drogę. Dziś taką rolę pełnią poniekąd reporterki, wolontariusze róznych organizacji ze stref kryzysowych itd.

    - nie były specjalnie szanowane, ale zapewne bywały "ulubiane"

    - narażały swoje życie, w każdej chwili mogły zginąć (były więc desperatkami)

    - na wojnie musiały zetknąć się z takim bezmiarem nieszczęścia, od którego nie sposób było, aby odwróciły oczy, że musiało uczynić je to twardymi i miękkimi jednocześnie (bo na ich oczach ginęli lub cierpieli młodzi przeważnie chłopcy, a leży w naturze kobiet reakcja macierzyńska.

    Czy moje "markietanki", Emilio, nie wydają Ci się posiadać wielu z tych cech? Łącznie z pewną desperacją, bo bardzo często są świadome ironicznej reakcji bliższych i dalszych, aż do jawnego ignorowania czyli śmierci towarzyskiej? Czy nie głuszą samotności, angażując się we w s z y s t k o?

    A jednak: ktoś powinien robić tę robotę. moim zdaniem.

  • Niczego nie podkładam. Akurat przy tym wierszu nie ma znaczenia postać stworzona przez Brechta. Nie usiłuj mi niczego narzucać.
    Nie widzę w kobietach markietanek, nie mam takich skojarzeń, czego Ty nie dopuszczasz nie do głosu. Dlaczego miałabym je mieć? Tylko dlatego, że Brecht odkrył inny wizerunek markietanki i przełamał ujemne odniesienia? Tak, dokonał tego, ale z tej racji ludzie nie zaczęli mawiać na wszystkie kobiety markietanki, i widzieć w kobietach markietanki.

  • Michał, nie pamiętam? ostatnio to wymienialiśmy tylko info z niemieckiego. Nie jestem chyba taka agresywna :)
    To, że ten wiersz nic nie wnosi w życie M G może być moją winą, ale nie musi. A nie złość mnie westchnieniami za karą śmierci. w każdym razie nie tutaj, bo to nie ma nic do tematu. Miłych lotów!

    • M G
    • 13 czerwca 2013, 14:42:11

    absolutnie nie jesteś. ale ja pamiętam, a taka emota to już prawie jak pocałunek ;]

  • No dobrze, Emilio. Przyjmuję, że nie przyjmujesz mojego punktu widzenia. Wiersz w żadnym wypadku nie ma szansy podobać się każdemu, również nie każdy musi w nim zaraz odnaleźć właśne obserwacje. To jest mój sposób odczucia takich postaci, i uzurpuję sobie prawo do napisania o tym.
    Ty jednak proszę nie imputuj mi jakiejś, wyssanej bardziej z palca niż z wersów, pogardliwości etc.

    A na Twoje pytanie odnośnie okienek: nie, nigdy nie oceniałabym osób wydających opinię o tym czy wiersz wymaga, czy nie wymaga ich zdaniem korekty jako bezmyślych lajkowiczów. Zakładam, że może się zdarzyć wyjątek, ale nie mam żadnego powodu zakładać, że ktoś klika "lubię", gdy nie lubi, ktoś inny NWK, gdy pewny jest błędów tekstu ("błędy" to też osobna sprawa, bywają względne).
    Nikt z klikających nie jest do niczego zobowiązany, nie utrzymuję restrykcyjnego TWA na portalach, dostatecznie często krytykowałam wiersze zarówno "przyjaciół" jak i "obcych", aby nie zasłużyć sobie na takie podejrzenie (i aby oni nie zasłużyli. Nawet Wolf nie pod każdym wierszem łaskawie mi klika, a bywało, że pisał krytycznie.)

    Poza tym: nie napisałam, że moje markietanki, czy też lajkowiczki, klikają bez przekonania. Znam sporo takich, które porywają się dla wielu spraw i wierzę w ich intencje. Nie mam pojęcia, dlaczego prowadzisz rozmowę w tym kierunku: wiersz raczej nie wartościuje, tylko się zastanawia.


  • M G - proszę, masz jeszcze trzy plus bonus :-) :-) :-):*
    I daj już spokój na razie, OK? Patrz, jak cudownie lśnią w słońcu stalowe ciała nad twoim szóstym pietrem, rozmarz się i wyluzuj.

  • * czwartym

  • Nigdzie nie utrzymuję, że taka była intencja, zamiar autorki, to ja mam takie odczucia, pisałam o swoich odczuciach. W dużej mierze zgadzam się z Twoją ostatnią wypowiedzią.

  • Ja jestem lajkowiczką beznadziejną. Klikam lubięto'a przy zdjęciach topmodelek, kiczowatych obrazach, nowych płytach Pet Shop Boys, książkach przeczytanych przez znajomych (nie, przecież oni nie czytają książek), psychodelicznych teledyskach, kawałkach drum'n'bassowych, aktualnej kolekcji Isabel Marant, dowcipach chemicznych i screenach z ulubionych filmów. Wyznaję w ten sposób kult loveryzmu. Małgorzata Kalicińska pisała kiedyś w "Zwierciadle", że jest loverką, w opozycji do całego hejterstwa w (szczególnie) polskim Internecie. Cholera, coś w tym jest. Mimo wszystko, na dziesięciu hejterów przypada jeden lover. Ale to o czym pisał M.G. i mnie nie jest w stanie przekonać. Btw. "piękną przez śmierć" nieodmiennie czyta mi się jako "piękną z powodu śmierci"; gdyby nie komentarze, pewnie nie załapałabym o co chodzi.

  • Nina, nikogo nie wywoływałam do odpowiedzi ;)

    Ale tak, zgadzam się, że można byłoby zwyczaj lajkowania przy odrobinie dobrej woli podciągnąć pod walkę loveryzmu z hejterstwem, czyli dobra ze złem.

    Nina, Emilio: w zasadzie, jak się zwierzyłam, ten wiersz zaczął sie "w realu". Uświadmiłam sobie teraz, chyba dzięki tej rozmowie, skąd tak dobrze mi znany jest ten właśnie typ kobiet: spotykałam dużo podobnych, nad Morzem Północnym, to one włąśnie stanowiły większość publiki, ale i włączały się w organizację każdego festynu, akcji towarzystw opieki nad zwierzętami i innych, od małych jak kiermasze uliczne, karnawał czy "święto kapusty", po wielkie, jak marsze pokoju. Może dlatego, że byly przeważnie matkami, często już zwolnionymi z obowiazków, mam skojarzenia z takim macierzyńsko - dziewczęcym wyglądem. (Pod wieczór pewna część tych kobiet traciła nieco swojej anielskości, potykały się, lub "dawaly ciała"w inny sposób); nie wszystkie oczywiście), wkrótce potem szykowały się na kolejną imprezę, która bez nich właściwie by nie zaistniała. Ponieważ obecnie część naszego życia społecznego przeniosla się na portale typu fejsbuk, można je teraz tam odnaleźć. Bywają czasami w nurcie najważniejszych wydarzeń, tuż przy "froncie".


  • Cóż, Nina, M G pisał, streszczając, o braku jego zdaniem sensu pisania wierszy ułożonych do najmniejszego detalu, ale - przynajmniej
    dla niego - "nudnych i o niczym."

    Na to moge odpowiedzieć, bez żadnej złośliwości a z pełnym przekonaniem, że ja przeciwnie: nie widzę sensu pisania wierszy niechlujnych i niedomyślanych (nawiasem mówiąc efekt "pięknej przez śmierć" jest zaplanowany, użyta konstrukcja zdaniowa ma sugerować i tę możliwość, tak jak ja zresztą odebrałam ową fotę).
    Biorę pod uwagę, że dla Ciebie czy M G ten tekst mówi "o niczym" i jest nudny. Jednak, wybacz, mnie interesuje to bardziej niż uroczy, przydymiony bohater liryczny "młodej, męskiej poezji", z jego do bólu wyeksploatowanymi problemami, bo niestety to wszystko znamy, ach jak dobrze znamy. Podobnie jak psychoanaliza ekscentrycznej poetessy, w oprawie dyski lub baru. Podkreślam, bez złosliwości. Chce tylko zwrócić waszą uwagę na to, że nie wszystkim podobaja się te same obrazki, i różne zupełnie rzeczy odrzucamy jako nudne.

  • O Jezu, nie, nie! Mi chodziło o inny aspekt wypowiedzi M G, ten o tym, że nie jestem w stanie zachwycać się kwiatkami ze ślubu znajomych i wierzyć, że udostępnienie zdjęcia uratuje psa/kota/kozę/legwana/słonia ze schroniska.

  • a, to nie zrozumiałam, troszkę niejasno było albo mi już ciemnieje w oczach :)

    Nina, przypuszczam, że namiętne "podobanie mi się" w małych sprawach jak sukienka ślubna znajomych czy bezdomne kotki, ma jednak ten sam podtekst, co w dużych (petycje, protesty, zaangażowanie w sprawy świata, nie tylko swoejgo grajdoła): empatia najprawdopodobniej na pierwszym miejscu, dopiero na drugim chęć zaznaczenia "mi". Część tych lajkujących kotki ze schroniska bierze je jednak, a lajkując podciąga post i daje innym szansę. Można się zastanawiać nad bilansem przydatności lub szkodliwości takiej postawy, ale daleka jestem od potępiania, zresztą - nie wiem. A jak nie wiem, to wolę przyjąć wersję soft.
    Zresztą, wierzę że człowiek rodzi się fajny, słodki i dobry (zabijanie mróweczek to błąd w programie), i bliżsi mi sa zdecydowanie lajkowicze niż hejterzy, przynajmniej nie zalewają wszystkiego gnojówą.
    Jednak.

  • Dla mnie ikoną polskiego hejterstwa (w zasadzie bardziej ofiarą niż ikoną, no ale) jest Anja Rubik. Zdarza mi się czytywać portale modowe i inne gówna utrzymane w tym klimacie, o Anji jest tam sporo i polskie od zagranicznych różnią się tym, że te pierwsze wprost spływają jadem, najczęściej nieuzasadnionym zresztą. Nie mam pojęcia czym budzi Anja takie emocje, bo chudych dziewczyn w szołbizie jest wiele, głupia nie jest, coś tam umie (projektuje, prowadzi magazyn artystyczny), skandali nie wywołuje, więc...? Na podstawie analizy tego przypadku doszłam do wniosku, że hejterstwo jest megamodne, bo modny jest cynizm, strony typu "Ironia i sarkazm pozwalają mi znosić głupotę innych", mają mnóstwo lajków (nomen-omen). Bycie miłym to cholerny obciach, lizodupstwo, tchórzostwo, tandeta, pedalstwo i cholera wie co jeszcze. Zaskok, bo sama jestem cyniczna, ale postrzegałam to u siebie jako wadę.
    Nie wiem czego to jest kwestia: wychowania, życia w tym kraju? Polacy mimo wszystko przodują w hejterstwie, zwłaszcza siebie samych, wg mnie.

  • Cynizm jest wg mnie reakcją na lęk przed niesprostaniem sytuacji. Wobec drobnych śmiesznostek czy czyichś ewidentnych błędów przyjmujemy postawę dobrotliwej kpiny, dopiero wobec złożonych problemów, dla których nie potrafimy znależć lepszego rozwiązania, włączamy cynizm. reakcja na strach, którego się wstydzimy. tak mi się zdaje. Nikt chyba nie jest od tego wolny, może za wyjątkiem nawytrwalszych z Lover Party :)

  • no a to, co i dla kogo może być zagrożeniem, lub jest niezrozumiałe, to już kwestia bardzo indywidualna :))

    •    
    • 13 czerwca 2013, 18:03:35

    Małgorzato klikam w "bez korekty", gdyż chciałbym pomóc zbudować kwadratowe okienko z okienek :)

    Nie polubiam -> nie lubuję (tym bardziej, że pada słowo kocham na początku)
    i kilka innych rzeczy, ale przecież nie po to tu jestem, żeby się czepiać

    Na pewno nie jest to wiersz kiepski
    Jest to tekst niezły, lecz gubi flow
    a początek przypomina piosenkę.
    Dla mnie to wersja warsztatowa.
    Pozdrawiam. Dużo słońca.

    •    
    • 13 czerwca 2013, 18:10:13

    i zacny tytuł i temat
    w szczególności, gdy rozłoży się go na czynniki :)

  • No wiesz, Piotrek, zaokrągliłeś na prostokąt :)
    Rozumiem jak to słyszysz, mogłabym się od biedy z tym zgodzić, chociaż nie było moim zamiarem wyrównanie flow do początkowej "piosenki", a przeciwnie, w pewnych momentach zrezygnowałam z wyraźnego rytmu aby zwrócić uwagę na to, że teraz to "pogadamy inaczej".
    Czysto informatywnie napiszę Ci, że miewam ten dylemat z wyważeniem proporcji między dekoracyjnością a treścią, i że nie zawsze wystarcza i cierpliwości do aptekarskiej precyzji, pewnie wiesz, o co mi chodzi. Fenks za krytykę :)

  • * Nie zawsze mi wystarcza

  • Arkadiuszu, zechciałbyś wyartykułować konkretniejszą krytykę? Nie, żebym nalegała, ale może masz coś do powiedzenia?

    •    
    • 14 czerwca 2013, 16:26:00

    No tak. Tego nie przewidziałem :) Jasne, że nie musi lecieć równo.
    Fajnie, że ten tekst zamieściłaś. Hej

  • Hej :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się