Laborantki ("Ding an sich")

Autor: Królowa udała się do Baden - Baden, Gatunek: Poezja, Dodano: 26 stycznia 2011, 10:43:38

„Łapać kijanki!“
- każdej wiosny; okrzyk, nakręcający młodszą 
w rozmodlony zachwyt,
a starsza czuła w brzuchu piekło satysfakcji.

Zło było zimne, z odbiciami nieba; 
już od marca chodziły na zalane łąki, 
choć stworzonka zjawiały się później lub wcale, 
ale kiedy były, rozmnażał się świat, 
ukazywał im warstwę pozaziemną, płodną, 
skrawek niezaznanego.

Żyły jakiś czas w słojach 
i starsza wiedziała, że sama włącza program, 

że ich upadek na dno i przejście w osad 
jest tylko kwestią dni; 
woda stawała się mętna, śmierdząca 
jak targ.
A przecież szansa rosła z każdym zaczerpnięciem
i tak niewiele dzieliło od bogiń
te dwie dziewczynki, bawiące się śmiercią.

 

 

 

i wersja niemiecka:

 

Laborantinnen ("Ding an sich")

 

"Qualquappen fangen!" - jedes Frühlings; ein Ruf, 
der die jüngere in religiöses Entzücken aufdrehte,
während die ältere Hölle im Bauch fühlte –
Satisfaktion.

Das Böse war kalt, mit Himmelspiegelung;
schon ab März gingen sie auf die unter Wasser stehenden Auen,
obwohl die Geschöpfchen erst später erschienen,
oder gar nicht. Aber wenn sie da waren, 
vermehrte sich die Welt,
gab ihnen eine fruchtbare, außererdige Schicht aus 
- einen Span von Nicht-Erfahrenem.

Einige Zeit lebten sie in Gläsern
und die ältere wusste, dass sie am Schalter des Programmes war,

dass ihres auf-den-Grund-Fallen, in Schlamm-Übergehen
nur die Frage von ein paar Tagen wäre;
das Wasser wurde trüb und stinkend
wie der Markt.
Doch mit dem jeden Schöpfen war die Chanse größer
und so wenig trennte sie von den Göttinen,
die beiden Mädchen, die mit dem Tod spielten.

Komentarze (41)

  • Mój wujaszek, człowiek o porywczej i surowej naturze, rzekłby " świeża krew". Niech przybywa. Potrzebna jest tutaj dobra poezja, doskonały przekład, jak w tym przypadku.
    Klimat już gdzieś spotkałam. Nie ma to jednak żadnego znaczenia.

  • Mein Gott, pani Małgorzata ! :) Pozdrawiam ciepło i czekam na wiersze. Dużo wierszy. To wiersz Autorki czy przekład ? Nie mogę być jednoznacznie i komfortowo na tak, już dla niego, jeśli to tłumaczenie ;)

  • Podoba mi się. Przekład świetny. Inaczej bym dwa ostatnie wersy ułożył, ale to moje widzimisię.
    Bardzo dobra robota, bardzo.

  • Gdy znajde chwile czasu, pomysle nad tlumaczeniem, teraz niestety obowiazki wzywaja, pozdrawiam.

  • Saro, moi wujowie upuszczali sobie krwi namiętnie. thx. klima marcowa, fruehjahre zazwyczaj budzą skojarzenia déjà-vu :-)

  • Krzyśku, mój oczywiście, przetłumaczyłam na potrzeby pewnej dyskusji. dzięki za ten czerwony dywanik :-)

  • strasznie się cieszę Pani Małgosiu, że Panią tutaj widzę i mam nadzieję, że się Pani tutaj spodoba i zostanie.

    Przepraszam że nie o wierszu.

  • Łukaszu, jak widziałbyś te ostatnie 2 w? zdaje mi się, przestawienie zmieniłoby zamysł puenty, o rytmie nie wspominając - ale może się mylę

  • Carloto, jestem bardzo ciekawa uzasadnienia, mam nadzieję, że wkrótce znajdziesz czas

  • Panie Grzegorzu, też mam taką nadzieję :-)

  • Fajnie, że jestes!!!

  • j.w. :)

  • swietny wiersz, a koncowka niesamowita

  • Wiersz znakomity.Przekład Twojego autorstwa? Uważam że bardzo dobry.

  • kawal wierszydla, bardzo :))

    • Hong Li
    • 26 stycznia 2011, 14:11:40

    odwiedziny poetów z "rynsztok"-niech wyjdzie na dobre

  • Hong Li - odwykłam od blogosławieństw :-) - "rynsztokowa" dziękuję

    dzięki Wszystkim. to dolce vita tutaj to reguła? :-)


    Do Jarka oraz innych, zainteresowanych przekładem: przetłumaczyłam bardziej jako margines, uzupełnienie. Mimo, że lubię niemiecki a nawet i myślę czasem w tym języku, jego tempo kłóci się z temperamentem mojej wypowiedzi, dlatego tylko niewiele wierszy napisałam po niemiecku, a i te zazwyczaj z jakiejś innej potrzeby, niż czysta przyjemność zabawy słowami i sensami

    • K Z
    • 26 stycznia 2011, 15:25:28

    wiersz niby o zwykłych kijankach, ale z ciarkami na plecach. ech, to taki ważny element moje dzieciństwa, mieszkałam w pobliżu stawu, też je łapałam :).

  • Końcówka rzeczywiście znakomita.

    Ale druga strofa do przemyślenia:

    "Zło było zimne, z odbiciami nieba" - czym jest tu zło? Czy to woda na łąkach? (i dlaczego woda na łąkach jest określana jako zło?);

    "choć stworzonka zjawiały się później lub wcale,
    ale kiedy były, rozmnażał się świat" - dlaczego tekst sugeruje, że niekiedy kijanki się nie pojawiały? I której to wiosny nie rozmnażał się świat z powodu nie pojawienia się kijanek?

  • Tak, dolce vita to tutaj taka reguła :) Nie wiem czy zwróciłaś uwagę, ale ostatnio dużo młodych ludzi, na różnych portalach, miało miny jak małe dzieci, które ukrywają jakąś fajną tajemnicę (np. jak wtedy, gdy znalazły swoją pierwszą kijankę :) ) Coś w stylu - "a ja coś wiem, ale nie powiem" :) Liternet to dla wielu wytchnienie po różnych niepokojach, specyficznych klimatach, nietypowych założeniach itp. Dużo młodych ludzi np. używa tutaj, od razu, swojego własnego nazwiska. Według mnie to bardzo dobre miejsce, gdy ktoś chce pokazać swoją twarz, wiersze czy prozę i usłyszeć o nich, po prostu opinie. Nie chcę chwalić dnia przed zachodem, ale dzień zaczął się tutaj naprawdę słonecznie :)

  • No, Katarzyna będzie pewnie znała odpowiedź na pytanie Wojtka :-)

    a więc małe wyjasnionko, Wojtku - logiczno-psych. dzieci, które chodzą bez wiedzy rodziców (bo któraż matka się na to zgodzi?) na zalane łaki w marcu, wiedzą, że robią źle. Starsza dziewczynka, potrafiąca dodac jedną wiosnę do drugiej, wie już, że hodowla w słoiku skazana jest na zniszczenie, musi mieć więc przynajmniej mglistą świadomość tego, że optymizm ("tym razem będzie inaczej") nie jest dostatecznym usprawiedliwieniem dla gry z zyciem stworzonek. Kobieta, która wyrosłaby z takiej peelki, wiedziałaby pewnie, oprócz banalnego "dobrymi chęciami pieklo wybrukowane", że każda gra z życiem i śmiercią jest złem - a jednoczesnie jest w niej element boskości ("odbicie nieba"). To, że kijanki pojawiały się nie zawsze, jest sprawą jedynie przypadku - są tylko przez kilka dni, dziewczynki nie musiały chodzić przecież tam codziennie. Nie złapiesz mnie na braku logiki - szkoda jednak, że wiersz wytrąca Cię a nie wciąga :-)

  • Krzysiek, to, że się zalogowałam pod nazwiskiem jest bardziej kwestią lenistwa umyslowego, jakie ogarnia mnie przy wymyslaniu drugiej części loginu, niż chęcią "pokazania swojej twarzy". Sama rozpoznaję ludzi po wierszach i komentach, po frazie - tylko to się dla mnie liczy. Przyszłam tu, bo lubie wiersze, to wszystko. ale przyjątko naturalnie bardzo mi pochlebia. bądź odpozdrowion :-)

  • Wciąga, wciąga :) Jedno nie wyklucza drugiego (tzw. "czepiactwa"). Np. tekst "wlazł kotek na płotek" określiłbym jako niewymagający korekty, a poezji bym w nim nie widział.
    Wciąż uważam, że Twojemu przydałaby się drobna korekta, niemniej bardzo mi przypadł. Jestem gotów przyjąć, że druga strofa przestawia punkt widzenia dziewczynek. Tekst jednak jest tak skonstruowany, że narrator liryczny jest szczególnie widoczny - zwłaszcza w końcówce - co rzutuje na całość. I jest pewien dysonans między znakomitą puentą "i tak niewiele dzieliło od bogiń te dwie dziewczynki, bawiące się śmiercią" a - wypowiadane przez tegoż narratora "ale kiedy były, rozmnażał się świat" - tutaj, oczywiście moim zdaniem, należałoby podkreślić, że jest to punkt widzenia dziewczynek. Wystarczy drobna poprawka redakcyjna w drugiej strofie.
    Ale to oczywiście Twój wiersz :)

    (Poza tym nie znajduję uzasadnienia dla niemieckojęzycznego tekstu w nawiasie, ale to drobiazg).

  • * a wypowiadanym przez tegoż narratora

  • Malgosiu, wiersz jest rewelacyjny, ale pozwolilam sobie wprowadzic pare poprawek do tlumaczenia, mam nadzieje, ze przypadna Ci do gustu. Mozna oczywiscie zamiast "Ausruf", ktory bardziej odpowiada wiosennej euforii, uzyc rowniez "Aufruf", co odnosiloby sie bardziej do umieszczonego na poczatku Imperativu, zamiast "eine Spur" proponuje rowniez "einen Hauch", "der Fischmarkt" kojarzy sie moim zdaniem bardziej ze smierdzacym targiem niz dosyc neutralny "Markt".


    Laborantinnen (Ding an sich)

    „Kaulquappen fangen!“ – jeden Frühling; ein Ausruf,
    der die Jüngere in religiöses Entzücken versetzte,
    während die Ältere die Hölle im Bauch fühlte -
    Genugtuung.

    Das Böse war kalt, mit Himmelsspiegelungen;
    Schon ab März gingen sie auf die unter Wasser stehenden Auen,
    obwohl die kleinen Geschöpfe erst später erschienen,
    oder gar nicht. Aber wenn sie da waren,
    vermehrte sich die Welt,
    gab ihnen eine fruchtbare, nichtirdene Schicht preis -
    eine Spur von Nicht-Erfahrenem.

    Eine Zeit lebten sie in Gläsern
    Und die Ältere wusste, dass sie nun am Schalter des Programmes war,

    dass ihr auf-den-Grund-Sinken, in-Schlamm-Übergehen
    nur eine Frage von ein paar Tagen sei;
    das Wasser wurde trüb und stinkend,
    wie der Fischmarkt.
    Doch mit jedem Schöpfen wurde die Chance größer
    und nur wenig trennte sie von den Göttinnen,
    die beiden Mädchen, die mit dem Tod spielten.

  • Z kijanek robi się fajne koziki do rycia na drewnianych ławkach plugawych napisów, no oczywiście ze sztywnych kijanek :)))
    Witaj Małgo, dołączam do twoich dolce-witaczy :)

  • Wojtku, och, jak lubię szczegółowe uzasadnienia :-) narrator jednak jest w tym wierszu nie do uniknięcia, również i w tym wskazanym przez Ciebie miejscu. jednak każda fachowa uwaga wpada mi w pamięć jak w skarbonkę, więc może przyda się na później. dzięks

  • Romek!
    a czemu Cię gdzie indziej nie widać, na ryniu np.? to już trzeba do Trojanowskiego zaglądać, żeby uspokoić się, że nadal jesteś gdzieś zalogowany? dobry wieczór!

  • Carloto, dziękuję bardzo za szczegółowe wgryzienie się w przekład. Jednak jak to z przekładem - każdy tłumacz, a szczególnie tłumacz-poeta ma swoją wizję tłumaczenia, stąd zresztą różnorodność translacji, i korzyści płynące z tego swoistego rodzaju interpretacji.
    I tak moje wyobrażenia nieco różnią się od Twoich. Zaczynając od "Ruf" - wybrałam tę formę a nie "Ausruf" (podkreślający fizyczność okrzyku) czy "Aufruf" (wezwanie), bo w podszyta jest ona znanym "Ruf des Wolfes" czyli pogrywa ze znaczeniem, jakie ma "zew krwi"; dzieci to przynajmniej w części swojej istoty zwierzątka, i tę zwierzęcość chciałam podkreślić w wersji niemieckiej, skoro język dawał mi taką możliwość.

    Zdecydowanie "Spur", nie "Hauch" - w płynie, nabieranym do słoi, raczej można mówić o "śladach" niż o "tchnieniu". No i z czym podswiadomie mają się kojarzyć Spuren von diesem prymitiven Leben? no własnie, zagranie celowe.
    Jednak skojarzeń z rybami wolałam uniknąć. po pierwsze, za dużo byłoby tego dobrego (żaby i ryby ;-)), po drugie, nad Morzem Północnym, w małej miejscowości, gdzie przez kilka lat mieszkałam, kobiety idąc - czy to na Wochenmarkt czy na Fischmarkt, mówiły, że idą na "Markt", i tak mają odczuwać wierszowe dziewczynki. Fischmarkt kojarzyłby sie zresztą również, poza śmierdzącymi kramami i kramarkami, byż może z Ursuppe - nie słony morski zapach jednak chciałam przywołać w tym tekście a zapach zwyczajnego targu (błoto, konie, mocz, pot, krew zabijanych zwierząt, gnijąca zielenina, butwienie - czyli życie i jego formy przechodzenia w "Schlam").

    Również moje "aussererdig" jest, zwróć proszę uwagę, dosłownym tłumaczeniem mojego neologizmu "pozaziemna" - i chodziło mi o zachowanie całej nośności skojarzeń, jakie niesie ze soba takie słowo. No i "Geschoepfchen" - dzieci raczej używają zdrobnień, niż określają opisowo. Na koniec jeszcze tylko musze bronić "satysfakcji" - przyznaj, że ta jest bardziej umiejscowiona "w brzuchu" niż "zadośćuczynienie", bo takim kontekstem brzmialoby tutaj "Genugtuung".

    Co nie znaczy, że wiersz skonstruowany przez Ciebie inaczej w jęz. niemieckim nie jest "prawidłowy". Ale nie jest to tłumaczenie autorskie :-)
    Niemniej jednak dzięki wielkie, że chciałaś się podzielić ze mną swoją wersją.

  • Ahoj Małgo :), jestem w podróży, odezwę się jak wrócę do domu. Fajnie, że zawitałaś na liternet, pozdrawiam

  • Małgo, nie chce mi się nigdzie angażować, zamiast internetować wolę się oddać medytacji "jak to jest - czy serce leży na południowy zachód ode mnie, czy też to ja leżę na północny wschód od serca?" :)
    Ale widziałem twój exodus z NS, twoją przeprowadzkę, i jak zauważam sama charakternie trzymasz się już teraz z dala od Ns, ja też od ponad roku trzymam się z dala od tamtego portalu i raczej tak pozostanie.

  • Wojtku, sorry, przeoczyłam jedną ważną, poruszoną przez Ciebie kwestię (uzasadnienie dla pojęcia "Ding an sich") - widziałam relację dziewczynek ze światem raczej z pozycji heglowskiej niz kantowskiej, przy czym konstrukcja tego wywodu wierszowego jest tak skonstruowana, że w efekcie powinna pojawic się wątpliwość, (oczywiście u czytelnika, który zechce przez chwilę usmiechnąć się do tego pojęcia), kto/co jest czym definiowane, i kto naprawdę tkwi w słoju :-)

  • Ahoj, Marat! wróć szczęśliwie do portu :-)

  • Romek, (cóż, z Ns doszliśmy sobie wzajemnie na granice. howk!)

    a, rozumiem w takim razie, dlaczego od jakiegoś czasu nie mogę medytować - bo nie odeszłam tak daleko, o względności wschodu i zachodu nie wspominając :-)

  • :) Widzę, że wbijasz, to spoko, że wbijasz.

    Do przekładu się nie odniosę, bo nie znam niemieckiego.

  • bądź spokojny, Kamil, raczej nie wbijam a zakopuję, i nie topór ani żeberko, a leżak :-)

  • Leżak? :)

  • Zauważyłem, skąd fraza. Po prostu zastanowiłem się, czy jest potrzeba "straszyć" w ten sposób czytelnika. Czy jest swoistym "taktem", a może raczej "wędzidłem". I wyszło mi, że to drugie, nie ma potrzeby nakierowywać czytelnika. Odnajdzie albo nie, może nie będzie tego potrzebował.
    Ale nie upieram się. Jak napisałem - to drobiazg w moim odczuciu.

  • Wojtku, mówisz, że czytelnik to nie duże dziecko, które szuka bajki i lubi, jak piórko go prowadzi? może, może - ale czasami używam słów również dlatego, że ładnie brzmią. no i chyba tak tutaj się zdarzyło :-)

  • Tym razem tak na szybko. Przyznam, ze „Fischmarkt“ jest rozwiazaniem ekstremalnym, ale cos tu nalezy zmienic, gdyz „Markt“ w kontekscie wiersza moze prowadzic do blednych konotacji. Naturalnie mowi sie, ze ide na „Markt“, nie tylko nad Morzem Polnocnym, ale „Markt“ to nie tylko targ, to przede wszystkim rynek. „Genugtuung“ to polska satysfakcja, „Satisfaktion“ jest slowem nieco archaicznym, byc moze istnieje ono w austriackim niemieckim w znaczeniu, ktore nas interesuje, ale ja tego nie wiem. „Geschöpfchen“ moga oczywiscie zostac, choc w ustach dzieci brzmia nieco „altklug“, moze „Tierchen“? Sluszna uwaga, ze moje tlumaczenie nie jest tlumaczeniem autorskim, ale oba tlumaczenia nie roznia sie chyba zasadniczo, pominawszy pare drobnych poprawek odnoszacych sie do uchybien natury ortograficznej, gramatycznej i semantycznej. Tyle na dzis, pozdrawiam.

  • faktycznie, Carloto, prawidlowo jest oczywiście "ihr". A z tym "sei" - mam czasem problem z trybem przypuszczającym - decyduję się jednak wrócić do (w pierwotnym zamyśle) "ist" . A zakres semantyczny bywa dyskusyjny, również w zalezności, jak piszesz, od regionu. dzięki za korektę.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się