Droga na plantację herbaty

Autor: Królowa udała się do Baden - Baden, Gatunek: Poezja, Dodano: 04 października 2012, 00:25:48

(beta) ~~ chyba spałam na plaży. mgnienie, fragment, błysk

 (pamiętasz, jak spojrzałeś złemu prosto w mordę?

ten film na nocnej ścianie?) -

                                                Jestem na Cejlonie,

w pomarańczowych stosach grzebią ptaki, popłoch

podrywa je rytmicznie, tworząc wstęgę - mantrę ~~

 

(alfa) ~~ w plażowej Cave Of Poker syk wentylatora,

emigracja przewlekła, drętwy sen barmana, dym.

Przebijam ~~

 

na poboczu bryła,

nieruchoma, dopiero z bliska widać życie:

tym, co porusza płatami ich uszu,

wzbudza dreszcz starej i bezbronnej skóry,

są muchy i strach.

 

W tym odcinku byłeś pogromcą kornaków,

wyrwałeś im piki, ostre, metalowe,

to ty uwolniłeś słonie –

odeszły powoli i z niedowierzaniem;

zwiotczałe, smutne nosy badały dno, drogę.

 

*

 

Na każdej serpentynie płynęły przez asfalt rzeki żóltego błota,

deszcz rozpuszczał w nas ruch i głos. Autokar pełen śniących ryb.

Ale szło coraz wyżej: wjechaliśmy w strefę swetrów, szukania sieci,

dziecięcej potrzeby rozmów z domem. Hotel tak kolonialny,

że język ze smakiem liże, obraca nazwę: nie uwierzysz ale

prysznic źle działa, za to maitre podaje Królewski Wybór –

Azja, w filiżankach droższych niż mój canon.

 

Ten wypad był wpadką, zatopieniem serc

w łyskających wannach ryżu, zaplątaniem

w kamiennych poziomicach  kameliowych pól.

 

*

 

Nie fotografowałam. Więc ten bosy chłopiec

                                                           z naręczem płomieni

nie wyjdzie  na zdjęciu

zza kolejnych zakrętów, wreszcie zniknął,

choć jak duch przebiegając skrótem górę, czekał na nas

z tym samym uśmiechem, i raz jeszcze, i znów –

                                                           pomarańczowe dzioby –

aż ten obok kierowcy, najbardziej cool, pękł,

zapłacił za spektakl i rozdał strelicje.

Moja złamała później wiktoriańską ciemność celi hotelu

                                                           - harpun, wbity w styl.

 

*

 

Czegoś musiałam szukać w tej podróży, donikąd jeździ się po coś.

Nie byłam tu sama, ktoś już dopowiadał mi słowa w głowie,

przesuwał drobiazgi. Otaczał mnie zapach

                                    - frangipaniii i wiatrem suszonej pościeli,

i jeszcze kogoś, jakby pozostawił dołek na poduszce

i poszedł tylko na chwilę pod przysznic.

 

Mistycznej ciszy nic nie zakłócało,

przez ściany z innej ery nie przenikał szmer;

wszedłeś niepostrzeżenie w moją transcendencję –

 

                                      wytrawny bywalec doskonałej jedni,

niewidzialny kochanek; musiałeś tam być –

                                      to wtedy zaczęłam ciągle się uśmiechać;

do dziś są między nami te godziny,

w których nie musimy nic mówić.

 

Niebieskie godziny z wachlarzem strelicji:

                         więdnie, zapada w rozgrzany ocean Żar – Ptak,

                         powtórka ćwiczenia ze śmierci.

Podjeżdżamy do szczytu. Mam tylko nadzieję,

że nie będzie mgieł.    

 

*

 

To był kraj doskonale obcy.

 

Pamiętasz swój sen, koszmar, powracająca fala,

w którym boisz się, bałam,

nie wiedząc, czego? Byłam tam,

a ci z twojego snu zjawiali się i znikali znów

między ścianami z płacht;

                                                                               cynamon i skóry kołysały się, grały

                                                                               suity na zapach i szelest,

większości stoisk nie pilnował nikt,

targ żył według swoich, nieznanych mi praw,

nie ma nic lepszego niż targ, żeby poczuć siebie.

 

I nagle weszłam w strefę smrodu

                                           – to martwe ławice  tak intensywnie oddawały ducha,

musiałam uciec i straciłam ślad,

sama na tyłach płóciennego miasta,

gdzie już nie było nic do rozpoznania, nawet góry zmieniły profil;

                                              ktoś mnie wołał

ale myślałam, że to czyste i głośne powietrze.

 

Ktoś na mnie czekał, ktoś mnie znalazł, ktoś

zamówił elektryczną, otwartą taksówkę.        Czyjeś udo przylgnęło

do mojej sukienki.

Nie, do pokojów weszlismy osobno.

Wtuliłam twarz w poduszkę, tę z dołkiem, tuż obok

                                 musiał być lewy kącik twoich ust.

 

 

*

 

A miałam ci pisać erotyk.

                                                                                                    Złote błoto,

niesione przez wodę z wysoka – dźwięk: szczotka perkusji.

Temperatury, w których skóra mięknie,

poddaje się, chłonna.                                   Zapachy korzenne, męskie.

Wszystko jest pierwsze:                             światło w nowych pasmach,

dotyk czuły i twardy, jakby ktoś mnie kąpał,

trzymając za pośladki i pięty, i nucil przy tym 

                                                               w niskich rejestrach moje imię.

 

Orgazm nadchodzi z fal – raz byłam tobą

i odtąd tak cię kocham, wpływam w twoje biodra,

jakbyś był wyspą w wodach prapoczątku, mną;

perłą, tworzącą po omacku kształ

wspólnie czującej vulvy -

pulsujemy, ostryga -

 

~~ piana

liże

taras; (theta)

 

biegnę, po śladach opon, w głąb lądu i w górę,

gdzie plantacje herbaty. Tu między budami,

ściany z plandek falują od milczenia tłumu,

zastygłego przy łodzi, wrzuconej na ganek;

łapię twoje spojrzenie, widzę błysk.

Powoli, patrząc na mnie, wychodzisz

przez ~~

 

(delta) ~~  te dwie, które przeniknęły bez cienia pośpiechu,

wtapiając się tak zręcznie w transparentny nagle tynk.

I w nim się śmiały. Ich dziecięce twarze

różowe z radości, że zaraz się zacznie.

Warkocze po ścianie ~~

 

 

REM ~~ poczułam twoją rękę pomiędzy udami.

cichł dźwięk buddyjskich młynków. Ściany się składały,

poruszone domino, seria. esemes:

siedem i pół na jawie.

Krew, czerwona rtęć, płynęła po dywanie ~~

 

 

K

 

~~ nic nie zauważyłeś. Jakby się nie zmyła z mapy połowa wyspy;

jakby nasza kuchnia, wypełniona zapachem coffee arabica,

więziła nas we wstążce Möbiusa.

Nic

nie zauważyłeś. A przecież nie byłam ~~

 

 

NREM

 

(beta)

 

~~ tak prawdziwie.  Gdy wstałeś jak zwykle za wcześnie

(papieros, laptop, ekspres), nie było mnie jeszcze,

zawsze mnie nie ma. Sam sypałeś cukier,

wybierałeś muzykę; jakaś obca fraza zajęła cię na chwilę,

zasnąłeś przelotnie, upuściłeś zakrętkę, zakląłeś, aż pies –

fantom (mojej suki) - podszedł i cię dotknął ~~

 

(alfa)

 

~~ mogłam westchnąć (nie mogłam), poruszyć się, zrzucić

kołdrę lub krzyczeć. Co się stało, słońce?

Mogłam jakoś zaistnieć - pomiędzy budami

(ściany z plandek, milczący tłum, zastygłe łodzie)

łapię twoje spojrzenie. i widzę ten błysk,

odbity w twoich oczach. Przechodzę


 przez  ~~

 nic

Komentarze (24)

  • :)

  • Momentami mnie wkurzały te wcięcia a w tekście ale to drobiazg! Kawał dobrej roboty. Pozdrawiam

  • Dziękuję, Damian. Z wcięciami było najwięcej roboty - są popelnione z premedytacją :)

  • Przy kolejnych czytaniach to doceniam!:)

  • O tym wierszu mi mówiłaś :-)
    Bardzo "bogaty" i smakowity wiersz!

  • No to ja rozumiem! :)

    "fantom (mojej suki) - podszedł i cię dotknął ~~"
    fantom (mojej suki) - podszedł by cię dotknąć

  • Tak, Ludwiku, to trochę dziwny tekst, który się wziął z długiej podróży, napisał błyskawicznie, żeby później poleżeć kilka miesięcy, połączyć się z drugim, starym (NREM) i czekać na ostateczny kształt; dość mnie męczył aż wspomniałam o nim pod Twoim herbacianym :)


    Bogna, nie tak nie można. Zwróć uwagę na to, że w tym miejscu jest tylko mechaniczny zapis zdarzeń, a więc peelka nie interpretuje zamiaru psa, rejestruje tylko, że "podszedł i cię dotknął". Proponowana zmiana zawiesiłaby w tym miejscu niepotrzebnie akcję na pytaniu o dalsze działania psa, podejrzeniu, że peelka obawia się czegoś w związku z tym zamierzonym dotknięciem, skoro chciałaby zrzucić kołdrę i krzyczeć, podczas gdy nie o to przecież chodzi, a kolejne fazy snu (w kursywie) mają przechodzić płynnie jedna w drugą.

  • Gośka, przysięgam, nie widziałem Twojego "syku wentylatora", gdy wentylator w mojej kawiarence włączyłem :)

  • tak. wierzę. Czy to nie Ty pisałeś niedawno o Żar Ptaku? Musisz mi uwierzyć, że wtedy leżał już u mnie i się dusił z braku powietrza :)

    Wkleiłam jednak w koncu dzisiaj ten wiersz, i to z premedytacją, jako kontrę na Twoje wczorajsze imputy o fizycznie dominującej podświadomości (moja peelka opanowała mistrzowsko nie tylko podświadomość ale nawet osie wszystkich czasów ;))
    Że się powtórzę: jeżeli on jest dla niej całym światem, to rozprzestrzenia się jak wszechświat. (jeżeli jest, podkreślam) Oczywiście należy uważać na czarne dziury :)

  • no wiesz, Twoja pilka, od kiedy czuje się jak vulva-gates (o ile właściwie czytam wers ze wspólnie czującą vulvą) - ma dowolnie dużo czasu na bujanie w podświadmości, a ja zaledwie 14 wersów :))

  • nie wiem, czy masz rację, czy ona "buja" tam, gdzie Ty masz tylko 14 wersów. Powiedziałabym, że jej świadomość i podświadomość doskonale się zgadzają, a Twoje 14 to raczej zaglądanie pod kołdrę z wyciąganiem pochopnych acz odważnych wniosków ;-)))

    A poważniej: podświadomość to nieszuflada, śmietnik na lęki i odpadki, strzępu filmów i wiadomości, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Umiejętna analiza snu może faktycznie powiedzieć wiele o przeszłości, a co za tym idzie, nawet przyszłości. Zdaje mi się też, że osoby żyjace w wewnętrznej harmonii mają nudne sny, będące zaledwie lekko wykrzywionym odbiciem tego, co "naprawdę". (Tylko jak do diabła, zinterpretować mój najbardziej zwariowany sen z okresu wiejskiej idylli, gdy obudziłam się zaśmiewając się z nagłego uświadomienia sobie, że właśnie grałam (przepięknie!) na indiańskiej fletni, przy czym instrumentem był mój rozciągnięty czarno-biały kot Maciek?)

  • Poemat o niesamowicie smakowitej esencji. Nie tylko plantacja ,nie tylko herbata, ale Logos.Chapaeu bas Małgorzato!

  • *) chapeau!

    • . .
    • 04 października 2012, 11:10:57

    "Jestem na Cejlonie,
    w pomarańczowych stosach grzebią ptaki, popłoch
    podrywa je rytmicznie, tworząc wstęgę - mantrę ~~"

    Galeria hipnotyzujących obrazów.

    Doskonały utwór.

  • dzięki, Jarku, starałam się, aby płynęło, (również w naczyniach połączonych :))

  • Dziękuję bardzo za uznanie, Pani Saro. Wiersz napisany został głównie dla obrazu.

  • Touche!

  • Niebywała wyobraźnia, w pozornie krótkiej formie można tonąć, nieśmiertelnie.

  • "Pozornie krótka forma" :DDD Natalio, jesteś bardzo miła :)


    Szczerze mówiąc to biłam się z myślami, czy wkleić to napisane bardziej dla własnej przyjemności czy też z potrzeby rejestracji. Wiem, że wielu z Was czyta moje wiersze z przyjaźni a nie chciałam Was zamęczyć. Dziękuję Wszystkim, byliście wspaniali :)

    • Szel _
    • 07 października 2012, 12:05:00

    wspanialy
    z egzotyczna nuta orientu erotyk

    serdecznie Malgosiu :)

  • :)

  • Spóźniony jestem okropnie, bo bywam tu rzadko. Ale jak się czyta takie cuda, to nie można zostawić bez śladu. Od dawna mówię, że Ty piszesz POEZJĘ.

  • Przez duże P! :) Serdeczności! :)

  • Też się spóźniłam :) dzięki!

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się