Dopełniacz - mieć

Autor: Królowa udała się do Baden - Baden, Gatunek: Poezja, Dodano: 05 czerwca 2012, 13:05:53

 

Miałam brzuch wielki jak Kilimandżaro.

W wygasłym wulkanie zaczęło się dziać, przerastało

mnie – Krater. Było jasne – wybuchnę jak Afryka,

spalę się na wiór, zdobywając bez żadnego planu

zbocze góry, skalę porannej ciepłoty;

doszła i trwała: do szpitala, do szpitala!

 

wylewała się święta lawa. Do łóżka przybita,

na przepustkach śledząc gorączkowo

wnętrza wózków, pchanych przez madonny,

aż topiłam się, śnieg pod ich stopami.

Jedna – odtąd już nigdy.

 

*

 

Wiedziałam! Czułam że cię zawiodę, stracę

twarz albo umiar, będę kochać za bardzo, albo za mało,

lub źle, jak tamtą siebie samą, na wpół martwą.

Matka kobiety, rodzicielka węża,

który pożera swój brzuch; chuda,

trzy ćwierci do śmierci, potop z piersi,

zmrożony strachem, o każdy dzień, dech

warg maleńkich jak pączki płaczu, każde drgnienie

serduszka słodkiej lalki.

 

Marionetka,

niezdolna do nie, z tak pełnym wątpliwości,

morze przydennych potworów, lęku.

Czegóż mogłam cię nauczyć, oprócz niego?

Ani modlić się, ani przeklinać nie potrafiłam

zapalnych sutków;

 

jaka tam ze mnie opoka, mysz raczej,

pisk w kącie, kosmiczny gwizd bezsiły. Tak nie

można nikogo wystawiać na świat,

jak ja ciebie, tak nie kochać w sam raz, czyli tyle, co napisane jest

w wielkiej księdze matek. Matka Druciana,

Dziurawa Łapka, obrośnięta pragnieniem Karmienia,

Zmiłowania Mleka,

Cudu Wybaczenia

Osobności;

Futro zdarte i ukrzyżowane,

Rozpięta Baldachim,

Stopa Przykuta

Wędrowczyni w drodze na biegun

Kołyski, Namiastka łożyska,

Wiecznie krwawiąca święta

Echolalia

Klęski

Wydanie

 

*

 

Mnie nie dawaj.

 

*

 

Mnie nie ma.

Zasypiam w łazience.

 

 

*

 

Mną -

ależ proszę.

Błękitną koszulą się wycierają,

prasują twarz. Ikoną jestem,

w przerwie bywam żyrafą albo kotem,

albo Buką lub Filifionką, według scenariusza

codziennej dobranocnej bajki, ta ostatnia

to moja główna rola. Nikt nie chce być mną.

 

*

 

O niej, o nowej Królowej chaosu

mojego życia powtarzam tylko genetyczny banał: żywa

jak ja, jak rtęć, pewnie dlatego, że jadłam

w dzieciństwie. Jesteś, czym jesz; to od złych książek

i głodu miłości. No i nie zapominaj, proszę, o owocach.

Największy błąd? Marchewka, tarta z jabłkiem,  w koklusz

wmuszona. A jej? -

zwycięstwo: talerz, prosto w serce.

 

O nim, tym, który przyszedł po niej: był przypadkiem

na moją miarę, z mojej wątroby i ust.

Udana próba odzyskania głosu:

 

*

 

Przestań być matką, mamo. Zanudzasz na śmierć.

Komentarze (20)

  • Poemat heroiczny plus niesamowita litania.Dopełniony(a) i spełniony(a)- każde słowo trafia na maksa.

  • Brawo Gośka! Wspaniały popis Poezji!

  • Zgadzam się z Jarkiem, jednak mnie nieco znużył. Dużo, jak na jedno podejście. Długi i bolesny, jak poród ;). Są prawdziwe perełki, jednak umykają w natłoku treści. Czasem warto pomyśleć o cyklu i jednak dozować z umiarem. Może tylko ja mam problem ze skupieniem uwagi i niech mnie wytłumaczy puenta wiersza ;) Pozdrawiam :)

    • Jan Usz
    • 05 czerwca 2012, 13:48:48

    Co za chaos! Jakby granat wybuchł wewnątrz wirującej pralki...
    Dostrzegam okruchy poezji, które zebrałbym w taką oto, mocno skróconą formę:

    "Miałam brzuch wielki jak Kilimandżaro.
    W wygasłym wulkanie zaczęło się dziać.
    Było jasne – wybuchnę jak Afryka,
    spalę się na wiór.

    Matka kobiety, rodzicielka węża,
    który pożera swój brzuch; chuda,
    trzy ćwierci do śmierci.

    Jaka tam ze mnie opoka,
    mysz raczej, pisk w kącie,
    kosmiczny gwizd bezsiły.

    Tak nie można nikogo wystawiać na świat,
    jak ja ciebie, tak nie kochać w sam raz,
    czyli tyle, co napisane jest
    w wielkiej księdze matek.

    Ikoną jestem,
    w przerwie bywam żyrafą albo kotem,
    Nikt nie chce być mną.
    Powtarzam tylko genetyczny banał.

    Przestań być matką, mamo.
    Zanudzasz na śmierć."

    I tyle. Po co tak ględzić bez żadnej kontroli nad językiem? Poezja to przede wszystkim sztuka skrótu. Nie ma nic gorszego niż pseudoliryczne gadulstwo. Wtedy rozmiękcza się sens. I zostaje męczący słowotok.

  • Bardzo dziękuję, Joasiu i Jarku, za towarzyszenie w biegu do końca :-)

    Taki Tytoń: miał znużyć, miał wywołac ten efekt. Wiem, że to ryzykowne ale szukam możliwie bliskiego przekazu, każdą metodą.

    Jan Uszu, jak na Ciebie, to wiele. Jak na mnie - za mało. Pomyśl, jakie to szczęście, dla nas obojga, że myślimy inaczej. Dziękuję za wnik w tekst ponad zwykłą miarę.

  • Pani Małgosiu, nie wiem, czy zdaje sobie Pani sprawę, jaki efekt wywołują Pani teksty? Otóż, czytam je, chociaż rzadko komentuję. Są w zasadzie życiem w pigule, często gorzką refleksją, sercem na dłoni, ale i w temblaku - bardziej mroczne, niźli słoneczne msz. Wiem, banalne odniesienie, ale inne nie przychodzi mi do głowy :) Chciałabym kiedyś posiąść (sic!) taką dojrzałość, która emanuje z Pani wierszy i w tym miejscu stawiam na czas :) Co do zabiegu, zamierzonego efektu znużenia - oczywiście rozumiem i jest cacy - Pani tutaj rządzi, ale gdyby zdecydowała się Pani na bardziej... finezyjne/filigranowe formy, bez namysłu zostałabym Pani wierną czytelniczą :) Jednak doceniam poszukiwanie magnesu, który przyciągnąłby i zatrzymał odbiorcę/adresata i tutaj każdy sposób cenny, ale czy dobry?. Przez szacunek do Pani pióra (uwaga subiektywna, takie mam wrażenie) niewiele osób przyzna się, że treść w swojej objętości po prostu przerasta. Cieszę się, że podeszła Pani do mojej uwagi z dozą dużej tolerancji. Podzieliłam się swoim odczuciem z czystych pobudek, żeby wysłać pewien sygnał Autorce, ale w tej chwili już wszystko w Pani rękach :) Miłego dnia i do następnego, mam nadzieję :)

  • Dziękuję bardzo, Pani Taki Tytoń, to cenne uwagi.
    Jako uzupełnienie oceny moich zamiarów (bo wkradło się chyba nieporozumienie, być może zawinione przez mój komenatrz) dodam, że zapewne, jak każdy inny człowiek, nie piszę dla wszystkich ale dla czytelnika idealnego. "każdy sposób cenny, ale czy dobry?" - no właśnie :) Znam sposoby, jak przyciągnąć więcej czytelników albo spodobać się krytycznym. Niekoniecznie je stosuję. Piszę tak, żeby MNIE się podobało. Proszę, bardzo proszę nie wziąć tego za arogancję - absolutnie nią nie jest, to jedynie wybór, jakiego dokonałam po gruntownym namyśle.

    Wypróbowałam wiele rodzajów pisania i był czas, kiedy miałam wrażenie, że napisałam już wszystko, co uznaję za warte przekazania; to był nieznośny okres. W tej chwili piszę chyba dla garstki osób, ten wiersz jest przede wszystkim dla mnie i dla córki, która go zresztą być może nigdy nie przeczyta :) - choć nie tylko.
    "Idealny czytelnik" zaufa mi i posłucha wiersza, powtarzając go za mną, i odczuje go tak jak ja - albo inaczej, dla siebie. Oczywiście, że jeżeli ma podobne doświadczenia lub przemyślenia, lub węzeł w miejscu, którego dotyka wiersz, będzie mu łatwiej. Oczywiście, że liczyłam się z tym, że do większości czytelników nie trafię - ta forma zapewne znuży większość.
    Puenta jest uwolnieniem, również z wiersza, i jeśli odczuła Pani w tym miejscu coś w rodzaju "nareszcie", to jest to podobne do tego, co czułam, pisząc go. Miło mi, że mimo mieszanych uczuć, zechciała Pani doczytać do końca i podzielić się ze mną wrażeniem.

    Acha, z "mroczności" moich wierszy nie zdawałam sobie sprawy. Nawet wydaje mi się, że wiele z nich jest z dość pogodnym dystansem - fortelem na wyjście z życiowych pułapek. Ten wiersz ma dla mnie samej wymowę zdecydowanie pozytywną: odmienianą przez przypadki miłość. A że czasem boli? Jak mówi niemieckie zwyczajowe pocieszenie: to należy do (tematu).

  • @Pani Małgosia
    Czy poczułam się "do wszystkiego"? Nie..., nie mam kompleksów wybielacza znanej marki, ani roszczeniowych uwag, tylko dlatego, że starała się mnie Pani zaszufladkować do grona przeciętnych zjadaczy pszennego. Nie jestem konformistką, dlatego nie trawię transparentów, populistycznych haseł, szablonów dla mas, kolorowej manify, albo chińskich uniformów, ale też nie przyswajam hermetycznych tekstów (w białych kołnierzykach, mięsistych żabotach ) dla wybranych. Żadnych granic w granicach zdrowego rozsądku. Dopatruję się w tym czegoś wysoce niepożądanego/niestosownego, na miarę "aryjskiej rasy" (nie przesadzam?) - gnuśnego/narcystycznego/megalomańskiego. Sztuki w sztuce dopatruję się u podstaw, i chociaż mamy już dawno za sobą epokę pozytywizmu, przyświecają mi jednak wyższe/bardziej fundamentalne i prokreatywne cele. Nie mam nic do strażackich remiz, a nawet przedkładam je nad kameralne kafejki w centrum metropolii. Ot, taki tytoń ;) Miłego wieczoru.

  • No i świetnie, ale co Pani oczekiwania mają wspólnego z moim wierszem - lub nie mają?
    Napisała Pani, że kwestiomuje moje sposoby wywarcia wrażenia na czytelniku. Odpowiedziałam Pani, prosząc o wyrozumiałość, że nie pisząc przecież dla każdego, zachowuję dla sienie prawo wybory stosownych srodków poetyckich, z pełnym ryzykiem, że przez wielu nie będą przyjęte. To zresztą nie jest mozliwe, napisać wiersz, który zadowliłby kazdego.
    Nie sugerowałam, że nie jest Pani zdolna przejść przez ten tekst, zresztą przeszła Pani. Uczucie znużenia, które się u Pani pojawiło, nie jest dla mnie tragedią. Dla Pani, mam nadzieję, tym mniej.
    Doceniam nakład pracy, jakim usiłowała Pani mnie przekonać do pisania tak, aby się PANI podobało. No ale proszę postawić się w mojej sytuacji - czy wtedy będzie podobalo się Janowi Uszowi? A Joannie, i Jarkowi, czy w końcu Wolfowi albo mojej córce, albo mnie - czy będzie mi się jeszcze podobało?
    Proszę nie obrażać się tak dziecinnie, Pani Tytoń, ja nie oczekuję, żeby pisała Pani coś specjalnie dla mnie.

    Jeśłi coś konkretnie zwróciło Pani uwagę, detal, dla którego proponowałaby Pani lepsze rozwiązanie, to chętnie pomyślę nad każdą uwagą. Ale jeżeli próbuje mnie Pani przekonać, że ten wiersz powinien być krótszy, to niestety odpowiadam: ale to jest taki dlugi wiersz. Taki wiersz, Pani Taki Tytoń.

  • "dlatego, że starała się mnie Pani zaszufladkować do grona przeciętnych zjadaczy pszennego." - tę frazkę wydumała sobie Pani, całkiem nieładnie. Nie lubię takich magicznych chwytow z kapelusza rozmowy, sorry.

  • @Pani Małgosia
    Skoro ma się przebić przez delikatną skórę Pani Córki, czy welur poetyckiego zapotrzebowania Pana Wolfa - to ja już nie mam pytań :). Szanuję, rozumiem, też miewam takowe (hermetyczne i ukierunkowane) w dorobku, zatem do poczytania. Dziękuję za rozmowę. :) Z pozdrowieniem :)

  • @Pani Małgosia
    Ubolewam (na wzór Obamy) nad tymi nieszczęsnymi szufladkami i pszennym wypiekiem. Fo pa - nie chciałam złościć. Naprawdę :)

  • :-)
    cieszę się, że przynajmniej udalo nam się dogadać co do celu. (Szufladki i przycinania pod raster to też nie moja działka.)

  • @Pani Małgosia
    :))
    I git :)

  • Byłem kiedyś przy porodzie :) żonka moja takich litanii nie wygłaszała ..szkoda :( ciekawe jakbym się zachował ;)

  • bo to nie jest litania porodowa do Najświętszej Panienki albo do Wszystkich Diabłów ;-)
    To jest, proszę Taty, puszczanie pawia trującym miodem przez zaciśnięte zęby, czasem lepiej tego nie widzieć, u własnej żony np.

  • Wiersz jest mi bardzo bliski, tylko tyle chciałam powiedzieć :-)

  • Bardzo się cieszę, Agnieszko.


    Dziękuję bardzo za wszystkie słowa i opinie.

  • Czemuż dopiero dziś pod niego dotarłem. To jest ten tekst, który chce się czytać i czytać, i czytać. Będę do niego wracał. Bardzo przemówił. Miłego!

  • Bardzo dziękuję :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się